Derby pod wezwaniem Eskulapa


21. kolejka Premier League gra w tygodniu. Pierwsze mecze we wtorek, ale większość zaplanowana została na środę. Wśród nich m.in. mecz Liverpoolu z Arsenalem, któremu przypisuje się miano hitu tej serii spotkań. W pewnym sensie będą to też derby. Derby szpitalne, bowiem w obu ekipach aż roi się od kontuzji.

Liverpool 2.90, remis 3.53, Arsenal 2.52 – środa 21.00
W pierwszym meczu obu tych zespołów, na początku sezonu, padł bezbramkowy remis, ale bez cienia wątpliwości był to jeden z lepszych meczów zakończonych wynikiem 0:0 w historii całej Premier League. Akcja była wartka, działo się dużo, obaj bramkarze nie mogli narzekać na nudę. Po prostu przez 90 minut żaden z zawodników nie zdołał znaleźć sposobu na dobrze dysponowanych Simona Mignoleta i Petra Cecha. Czy któremuś z nich znów uda się zagrać na zero? W przypadku Mignoleta to kurs 3.60, a Cecha 3.25. Zachęcająco.

Zachowanie czystego konta to jednak w dużej mierze zasługa obrony, a w tym meczu „The Reds” mogą mieć spory problem z zestawieniem tej formacji. Egipska plaga kontuzji dosięgła ostatnio Anfield Road. Niezdolni do gry są m.in. podstawowi stoperzy – Martin Skrtel i Dejan Lovren. Nie wiadomo czy wykurują się Mamadou Sakho i Kolo Toure, notabene były gracz Arsenalu. Od dłuższego czasu poza grą są także Joseph Gomez i Jon Flanagan. Problemy ma też playmaker – Phelippe Coutinho. Jurgen Klopp będzie głowił się nad zestawieniem czwórki broniących, a Arsene Wenger po cichu może zacierać ręce, choć w mediach podkreśla, że jego zdaniem kontuzje to w dużej mierze zasłona dymna, a na tak ważny mecz ligowy większość piłkarzy wyzdrowieje. Tak czy owak – over 2,5 gola Arsenalu w tym meczu to ciekawy wariant, biorąc pod uwagę sytuację gospodarzy. A kurs? 5.20!

Swoje problemy ma też Wenger, ale ogniskują się one głównie wokół drugiej linii. Francuz nie może skorzystać z usług Jacka Wilshere’a, Tomasa Rosickiego, Santiego Cazorli, Francisa Coquelina, a także napastnika – Danny’ego Welbecka. Pod sporym znakiem zapytania nadal stoi gra Alexisa Sancheza, którego uraz przedłuża się z tygodnia na tydzień. Wprawdzie Arsenal dysponuje dość szeroką ławką rezerwowych, zwłaszcza w pomocy, to jednak nie da się ukryć, że tak liczne osłabienia wpływają negatywnie na jakość gry zespołu. Nie widać tego jednoznacznie po wynikach, bo Arsenal jest liderem tabeli, awansował także zarówno w Lidze Mistrzów, jak i ostatnio w Pucharze Anglii, pokonując 3:1 Sunderland. W tej samej rundzie Liverpool grając niemal wyłącznie młodzieżowcami zremisował z Exeter i czeka go powtórzony mecz na Anfield. Te wszystkie zaszłości każą patrzeć na „Kanonierów” jako na faworytów spotkania. Kurs na gości z podpórką wynosi 1.47.

Liverpool wciąż jest w grze o europejskie puchary. Strata raptem sześciu punktów do strefy TOP 4, dającej prawo gry w Lidze Mistrzów, nie jest bardzo wygórowana i Jurgen Klopp wraz ze swoim podopiecznymi może odrobić ten dystans. Potrzebuje jednak do tego dużo lepszej gry, niż ta którą „The Reds” prezentują ostatnio. Przypomnijmy, że w minionej kolejce ligowej zespół z miasta Beatlesów uległ na wyjeździe West Hamowi 0:2. Gładko i praktycznie bez walki. Arsenal, nie licząc wpadki z Southamptonem (porażka 0:4) jest dużo bardziej regularny, co może być bardzo ważną karą przetargową w batalii o tytuł, a zapowiada się na to, że „The Gunners” zostaną w niej do samej końca. Na tym etapie sezonu nic jeszcze nie może być przesądzone, ale na pewno trzy punkty, które są do podniesienia w środę z murawy Anfield Road to bardzo ważny skalp.