Diabelska niemoc „Kogutów”


W niedzielę o 17.00 w Premier League zwykle oglądamy szlagiery kolejki. Nie inaczej będzie i tym razem. Na White Hart Lane walczący o mistrzostwo kraju Tottenham podejmie 5. w tabeli Manchester United. Celem „Czerwonych Diabłów” jest oczywiście awans do TOP 4 i gra w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Nad gospodarzami jak cień wisi ich fatalna domowa serie w starciach z Manchesterem United.

Tottenham 1.92, remis 3.55, Manchester United 4.40 – godz. 17.00
„Koguty” ostatni raz wygrały z Manchesterem United na własnym boisku w 2001 roku (3:1). Dwa gole dla Spurs zdobył wówczas Willem Korsten, a jednego Les Ferdinand. Dla gości odpowiedział Paul Scholes. To chyba najlepszy dowód na to, jak dawno temu miał miejsce ten mecz. 14 ostatnich ligowych spotkań na White Hart Lane to wyłącznie remisy (6) i zwycięstwa „Czerwonych Diabłów” (8). Aż trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę, że od ładnych paru lat Tottenham zalicza się do szerokiej czołówki ligi angielskiej, walcząc co najmniej o europejskie puchary. Czy uda się odczarować tę diabelską niemoc?

Warto dodać, że trzy ostatnie ligowe mecze pomiędzy obydwoma stronami w północnym Londynie kończyły się zawsze podziałem punktów. Z kolei ostatni mecz na Old Trafford był jednocześnie inauguracją tego sezonu. Po samobójczej bramce Kyle’a Walkera gospodarze wygrali 1:0. Ten niezwykły sezon nabrał jednak takich rumieńców, że Manchester United po drodze był już nawet liderem, a potem osunął się do środka stawki. Obecnie „Red Devils” są w grze o Ligę Mistrzów i jest to już jedyny cel przyświecający podopiecznym Louisa van Gaala. W podobnej sytuacji jest Tottenham, który także martwi się już jedynie o ligowe poletko. W czwartek zawodnicy Spurs i ManU mogli zgodnie jak jeden mąż oglądać swoich pogromców w Lidze Europy w bezpośrednim starciu – Borussia Dortmund, która wyrzuciła z rozgrywek Tottenham grała bowiem z Liverpoolem, oprawcą United.

Liverpool to zresztą także ostatni ligowy przeciwnik „Kogutów”. Przed tygodniem spotkanie tych drużyn zakończyło się remisem 1:1, co tylko przybliżyło do mistrzostwa Anglii Leicester City. „Lisy” wygrały swój mecz z Southamptonem 1:0 i powiększyły przewagę nad wiceliderem. Tottenhamowi po piętach deptać zaczyna z kolei Arsenal, który ma w dorobku cztery punkty mniej i jeden mecz zaległy. Sprawa tytułu rozstrzygnie się między tą trójką, przy czym w zdecydowanie najlepszym położeniu są podopieczni Claudio Ranieriego. Jeśli Tottenham myśli o wygraniu ligi na poważnie, nie może już tracić punktów, nawet w meczu z tak niewygodnym rywalem jak Manchester United. Za chwilę kolejki, które pozostały do końca ligi będzie można policzyć na palcach jednej ręki.

Chimeryczny Manchester United nieco ustabilizował swoją ligową formę i w ostatnich pięciu spotkaniach przegrał zaledwie raz, a pozostałe mecze wygrał. Podopieczni van Gaala mają szansę na powrót do TOP 4 ligi po raz pierwszy od 16. kolejki (połowa grudnia). Ba, mogą wygrać dwa kolejne wyjazdowe mecze po raz pierwszy od ponad roku! Tak nędzne statystyki nie przystoją tak wielkiemu klubowi, ale dobrze obrazują obecne losy United.

Swoją prywatną niemoc w meczach z United przełamać chce dziś także Harry Kane. Lider klasyfikacji strzelców Premier League nie zdobył gola w żadnym ze swoich dotychczasowych meczów przeciwko „Czerwonym Diabłom”. Tak skuteczny napastnik jak Kane może jednak błyskawicznie zrzucić z siebie tę „klątwę”, pomagając własnej drużynie w odgonieniu diabelskich duchów i zbliżeniu się do mistrzostwa. Za bramkę Anglika płacimy kursem 2.23. Możemy też obstawić, że Kane nie strzeli – wtedy w grę wchodzi kurs 1.59.