Fasadowy szlagier


Mecz Liverpoolu z Arsenalem to na pewno hit 17. kolejki Premier League. Patrząc jednak w tabelę można mieć do tego wątpliwości i uznać, że to tylko piękna fasada, zbudowana na nazwach i historii drużyn. Jedenasty w tabelo zespół podejmuje bowiem szóstą ekipę.

Liverpool 2.70, remis 3.50, Arsenal 2.60 – godz. 17.00
To co wyprawia w bieżących rozgrywkach wicemistrz poprzednich, czyli Liverpool, jest dla kibiców „The Reds” nie do zniesienia. Ligowa poniewierka, podobna do tej w wykonaniu Borussii Dortmund w Bundeslidze, a jakby tego było mało odpadnięcie z Ligi Mistrzów. Nastroju kibiców nie poprawia nawet awans do półfinału Capital One Cup – faworytem Pucharu Ligi i tak jest londyńska Chelsea. W zeszłym tygodniu liverpoolczycy przegrali na Old Trafford 0:3, mimo że mecz, paradoksalnie, był wyrównany. Znakomitą partię w bramce United rozegrał David de Gea, a gościom pozostała rozpacz po zmarnowanych sytuacjach – głównie Raheema Sterlinga. Jeśli dziś Sterling odkupi swoje winy i pokona Wojciecha Szczęsnego trafimy kurs 3.60.

Gospodarze w przypadku kolejnej porażki mogą wylądować nawet na 13. pozycji. Trudno postawić jednoznaczną diagnozę, gdzie leży przyczyna porażek zespołu, który jeszcze kilka miesięcy temu czarował swoją grą i zachwycał nawet postronnych kibiców. Problem nr 1 to oczywiście odejście Luisa Suareza, ale nie wszystko można zgonić na brak Urugwajczyka. Drugim poważnym problemem, z którym borykają się liverpoolczycy, jest kontuzja Daniela Sturridge’a. Duet S&S siał w sezonie 2013/14 popłoch w każdej linii defensywnej ligi angielskiej. Bez tych panów w ataku Liverpoolu występują na zmianę Mario Balotelli, Rickie Lambert i Fabio Borini – zawodnicy o dużo mniejszej klasie. Szczególnie przereklamowany wydaje się ten pierwszy – miał on zastąpić Suareza, a tymczasem nie zdobył jeszcze w lidze ani jednej bramki! Ostatnio zdesperowany Rodgers wystawił przeciwko „Czerwonym Diabłom” skład bez klasycznego napastnika – najbardziej wysunięty był Sterling. Młodziutki as Liverpoolu zagrał dobry mecz, ale z roli snajpera wywiązał się fatalnie – marnując stuprocentowe sytuacje. Manewr więc się nie udał i zapewne jutro w ataku gospodarzy wystąpi Balotelli lub Lambert. Drogowskazem dla Liverpoolu powinna być ubiegłoroczna wiktoria w meczu z „Kanonierami”, którzy na Anfield Road zostali rozbici w stosunku 5:1! Powtórka takiego rezultatu to kurs 126.00.

Bilans meczów sezonu 2013/14 i tak był jednak korzystny dla Arsenalu, który u siebie wygrał dwa mecze. Ligowy 2:0 i pucharowy 2:1. „The Gunners” wygrali także z Liverpoolem przedsezonową batalię o Alexisa Sancheza. Rodgers widział w nim następcę Suareza i chyba słusznie. Chilijczyk wybrał grę w północnym Londynie i jest zdecydowanie najjaśniejszą postacią przeciętnego jak na razie sezonu w wykonaniu Arsenalu. Sanchez regularnie strzela gole i zalicza asysty. Gdy do składu Arsenalu wrócą kontuzjowani Theo Walcott, Mesut Oezil i inni, o miejsce w wyjściowej jedenastce będzie niezwykle trudno. Póki co jednak francuski menadżer „Kanonierów” głowi się jak zestawiać skład na kolejne mecze. W stosunku do ubiegłotygodniowego zwycięstwa z Newcastle, sytuacja nieco się poprawiła – po kartkowej karencji wraca Calum Chambers, do zdrowia doszedł już Nacho Monreal. Szansę wystąpić mają także Mikel Arteta i wspomniany Walcott, choć zapewne wszyscy rozpoczną mecz na ławce. Zwyżkę formy w drugiej linii wyraźnie zanotował Santi Cazorla. W meczu ze „Srokami” uczcił swoje 30. urodziny dubletem. Bramka niewysokiego Hiszpana strzelona przeciwko Liverpoolowi wyceniana jest na 5.75.

Arsene Wenger zdaje sobie sprawę, że jeśli jego zespół chce liczyć się w walce o ligowe podium, albo chociaż o TOP4, nie może stale gubić punktów. Słaby w tym sezonie Liverpool to łakomy kąsek i szansa na odniesienie zwycięstwa i poprawę sytuacji w tabeli. By tak się stało, potrzebna jest jednak koncentracja w obronie od pierwszych sekund. Dwa tygodnie temu Arsenal przegrał na Britannia Stadium ze Stoke, tracąc gola już w pierwszej minucie. Gdy rok temu londyńczycy byli gromieni na Anfield Road, także stracili bramkę zaraz na początku, po strzale głową Martina Skrtela. Po 20 minutach było już zresztą 4:0! Czy i tym razem „Kanonierzy” stracą gola na początku meczu? Kurs na to, że w pierwszym kwadransie meczu padnie gol wynosi 2.95.