Giganci 2015


W sobotę na Emirates Stadium zmierzą się ze sobą najlepiej punktujące zespoły angielskiej Premier League, wliczając w to tylko mecze rozegrane w 2015 roku. Arsenal podejmie Liverpool, a że oba teamy walczą o czołowe pozycje w lidze, o emocje możemy być zupełnie spokojni. Dodatkowym smaczkiem meczu będzie fakt, że jedni i drudzy są najpoważniejszymi kandydatami do gry w majowym finale Pucharu Anglii.

Arsenal 1.82, remis 3.80, Liverpool 4.35 – godz. 13.45
„Kanonierzy” w 2015 roku zdobyli 27 punktów, o „oczko” więcej niż ich sobotni rywal. Świetna forma „The Gunners” to wynikowa powrotu czołowych zawodników po kontuzjach, a także znakomitej dyspozycji defensywnego pomocnika Francisa Coquelina, który niespodziewanie w rewelacyjnym stylu zastępuje niezdolnego do gry Mikela Artetę. Hiszpan wrócił już do treningów i za chwilę Arsene Wenger może mieć spory ból głowy z wystawieniem środka pola. W statystykach czołowych pięciu lig Europy obecnie Coquelin nie ma sobie równych jeśli chodzi o ilość przechwytów i przerwanych akcji rywali! Arsenal na zero z tyłu w sobotnim meczu? W Unibecie to kurs 2.70.

Liverpool po długiej serii meczów bez porażki, która wywindowała „The Reds” na 5. miejsce w lidze, ostatnio zaliczyli „dzwona” w meczu z Manchesterem United. Porażka z „Czerwonym Diabłami” może być bolesna w skutkach dla ekipy Brendana Rodgersa, bowiem w tym momencie Liverpool traci już pięć punktów do miejsca gwarantującego eliminacje Ligi Mistrzów. Ewentualna porażka na Emirates Stadium byłaby już katastrofą, więc pewni możemy być niezwykłej mobilizacji, z jaką przystąpią do gry liverpoolczycy. Arsenal także ma jednak swoje do ugrania – „Kanonierzy” także chcą być co najmniej w trójce, a dzięki ostatnim wynikom nawet mistrzostwo Anglii nie jest jeszcze zupełnie przekreślonym marzeniem. Na pewno nikogo nie usatysfakcjonuje remis, ale właśnie wynikiem 2:2 zakończyło się starcie na Anfield. Powtórka takiego rezultatu wyceniana jest na 13.00.

Statystyki przemawiają za Arsenalem, który w ostatnich 14 meczach przed własną publicznością tylko raz uległ Liverpoolowi. Londyńczycy strzelali gole w 17 z 18 ostatnich gier przeciwko „The Reds”. Z kolei z ostatnich 32 domowych meczów w Premier League, ekipa Wengera przegrała tylko raz – w listopadzie ubiegłego roku z Manchesterem United. Optymizmem kibiców „Armatek” napawać może też forma Oliviera Giroud. Francuz strzelił 9 bramek w 9 ostatnich meczach swojej drużyny, wliczając w to wszystkie rozgrywki. Jeśli Giroud wpakuje piłkę do siatki także w sobotę, trafimy kurs 2.33.

Skoro mowa o Manchesterze United, który jako ostatni pokonał na Emirates „Kanonierów” – ekipa Louisa van Gaala wygrała w tym sezonie oba mecze przeciwko Liverpoolowi. Są to jedyne dwie porażki ludzi Rodgersa w ostatnich 18 spotkaniach Premier League! Gdyby nie odwieczny rywal, Liverpool mógłby śmiało myśleć o sezonie 2015/16 w Lidze Mistrzów. Teraz ten cel mocno się oddalił, a kontuzja Daniela Sturridge’a tylko pogłębia zmartwienia szkoleniowca. Jedyną nadzieją gości na poważne strzelanie wydaje się Raheem Sterling, który notabene jest łączony z letnim transferem do Arsenalu. Sterling to wraz z Gerrardem ex-equao najlepszy strzelec zespołu (po 6 goli). Dla porównania – rok temu Luis Suarez skończył ligę z 28 trafieniami! W dodatku Gerrarda na Emirates Stadium w roli zawodnika nie zobaczymy – w meczu z United otrzymał on czerwoną kartkę za chamskie podeptanie Andera Herrery. Kapitan Liverpoolu został zawieszony na trzy mecze. Czy jednak absencja żywej legendy będzie dla przyjezdnych gwoździem do trumny? Niekoniecznie. Otóż Liverpool wygrał wszystkie sześć z ostatnich spotkań, w których musiał radzić sobie bez Gerrarda! Jeśli wygra także w sobotę, nasz wkład w zakład zostanie pomnożony o 4.35.