Historia jednego poślizgu


Najwięcej emocji w czasie piłkarskiej soboty powinno się zogniskować wokół Anfield Road. Stadion w Liverpoolu będzie areną meczu „The Reds” z „The Blues”, czyli czerwonych z Liverpoolu z niebieskimi z Londynu.

FC Liverpool 3.30, remis 3.40, Chelsea Londyn 2.25 – godz. 13.45
Sytuacja obu zespołów lidze jest zgoła odmienna. Gospodarze nijak nie potrafią nawiązać do znakomitej ubiegłej kampanii, przegranej dopiero na finiszu. Liverpool traci punkty, niczym przysłowiowy Grześ kolejne ziarnka piasku, niosąc je w dziurawym worku. Chelsea jest za to liderem tabeli, bez porażki w lidze, jedynie z dwoma remisami w meczach z drużynami z Manchesteru. Wzmocniona pakieta trenera Jose Mourinho zdaje się wyraźnie prężyć muskuły i pokazywać kto będzie rządził w Premier League w sezonie 2014/15. Prowadzenie londyńczyków już do przerwy wiąże się z kursem 2.85.

Pisząc o pojedynku Liverpoolu z Chelsea i Brendana Rodgersa z Mourinho, nie sposób nie przypomnieć ostatniej potyczki obu drużyn. W kwietniu tego roku wszystko wskazywało na to, że mistrzostwo Anglii jest na wyciągnięcie ręki „The Reds”. Ostatnią poważną przeszkodą liverpoolczyków miał być mecz z Chelsea – ekipa portugalskiego szkoleniowca nie miała już jednak szans na mistrzostwo i była w trakcie rywalizacji o finał Champions League. Nie przeszkodziło to „The Blues” w zatrzymania pochodu Liverpoolu, którego metą miało być wzniesienie przez Stevena Gerrarda trofeum za wygranie ligi. To właśnie Gerrard został największym kozłem ofiarnym tamtej porażki 0:2. Przy stanie 0:0 kapitan drużyny Rodgersa poślizgnął się podczas próby przyjmowania piłki – w efekcie tego sam na sam z Simonem Mignoletem znalazł się Demba Ba i spokojnym strzałem pokonał belgijskiego golkipera. W doliczonym czasie gry spotkania Liverpool dobił jeszcze Willian, po asyście Fernando Torresa. Tamten sławetny poślizg Gerrarda mógł być kluczowym momentem rywalizacji o mistrzostwo Anglii. Manchester City na finiszu wyprzedził Liverpool, który pognębiony porażką z Chelsea, stracił punkty jeszcze w meczu z Crystal Palace (prowadząc 3:0 zremisował 3:3). Powtórka wyniku 2:0 dla gości jest całkiem prawdopodobna – nie dlatego, że Gerrard znów może się poślizgnąć, ale głównie dlatego, że Chelsea jest w dużo lepszej formie. Kurs na takie rozstrzygnięcie to 11.00.

W tygodniu Liverpool rywalizował w Champions League z Realem Madryt. Trener Rodgers postanowił znacznie przemeblować swój zespół, sadzając na ławce m.in. Gerrarda, Raheema Sterlinga, Mario Balotellego czy Jordana Hendersona. Rezerwowi nie spisali się źle, choć cały czas zmuszeni byli do kurczowej defensywy. „Królewscy” wygrali 1:0 po golu Karima Benzemy. Rodgersowi oberwało się od angielskich mediów i kibiców, którzy oskarżyli menadżera o lekceważenie rozgrywek europejskich itp. Wynik w pewnym sensie obronił jednak taką decyzję, bo przecież na Anfield Road Real wygrał 3:0! Czy to oznacza, że z Chelsea były trener Swansea sięgnie po zawodników z meczu na Santiago Bernabeu? Największe szanse na występ mają Emre Can i Adam Lallana. Wydaje się, że ani Kolo Toure, ani Fabio Borini, ani nawet Lazar Marković nie znajdą się w wyjściowym składzie sobotniego szlagieru Premier League. Bramka Lallany, która tak znakomicie radził sobie jako „Święty” wyceniana jest na 5.40.

Chelsea po Lidze Mistrzów także nie ma powodów do dumy. Raptem remis ze słoweńskim Mariborem to wynik dużo poniżej oczekiwań. W dodatku znów głośno jest o słowach Mourinho. Kontrowersyjny menadżer najpierw po jednym z domowych meczów skrytykował kibiców „The Blues”, którzy, jego zdaniem, nie potrafią stworzyć atmosfery na stadionie. Przed meczem w Słowenii Mourinho wypalił z kolei, że wolałby tego dnia być na 18. urodzinach swojej córki, niż rozgrywać takie mecze. Tak długo jak „Mou” bronić będą wyniki, tego typu medialne „wrzutki” uchodzić mu będą na sucho. Być może jednak Liverpool jako pierwszy w tym sezonie na poważnie zatrzęsie fotelem lidera ligi, pokazując, że nie taki diabeł straszny. By tak się stało liverpoolczycy muszą zatrzymać jednak przede wszystkim Cesca Fabregasa, który strzela i asystuje niemal na zawołanie. Przeważnie jego podania wykańcza zaś rodak – Diego Costa. Bramka wicelidera klasyfikacji strzelców angielskiej Premier League to w naszej ofercie kurs 2.38.