Jak mistrz z wicemistrzem


Liga angielska nie bierze jeńców i już w 2. kolejce czeka nas niesłychanie interesujące spotkanie. Tottenham na swoim tymczasowym domowym stadionie zmierzy się z Chelsea, a zatem dojdzie do konfrontacji wicemistrza i mistrza Anglii. Goście są na musiku, bo w 1. kolejce niespodziewanie ulegli Burnley. Druga porażka przywoła wspomnienia sezonu 2015/16, kiedy to po zdobyciu mistrzostwa Chelsea Jose Mourinho stała się nagle ligowym średniakiem, gubiąc punkty w co drugim meczu.

Tottenham 2.15, remis 3.50, Chelsea 3.65 – godz. 17:00
Dla Tottenhamu być może największym wyzwaniem tego sezonu będzie gra na Wembley w roli gospodarza. „Koguty” przyzwyczajały się do legendarnego londyńskiego obiektu w zeszłym sezonie Ligi Mistrzów, ale wyniki nie były zadowalające, a złośliwi żartowali nawet, że więcej zwycięstw na Wembley odniósł Anthony Joshua. Teraz, gdy wysłużone White Hart Lane jest zastępowane nowym obiektem, Wembley służyć będzie Tottenhamowi także w lidze i krajowych pucharach. Jeśli nadal Spurs będą czuli się na tym stadionie obco, o dobrym sezonie 2017/18 mogą zapomnieć. Dziś za zwycięstwo lub remis gości płacimy kursem 1.76.

W 1. kolejce ligowego sezonu w spotkaniu z Newcastle „Koguty” miały sporo szczęścia, bo chyba tak należy nazwać „wyczyn” Jonjo Shelvey’a. Anglik w sposób bezmyślny osłabił swój zespół, otrzymując czerwoną kartkę. Miało to kluczowy wpływ na przebieg gry – Tottenham po niemrawej pierwszej połowie, wreszcie zdołał przekuć swoją przewagę na bramki. Po bramkach Dele Alliego i Bena Daviesa Spurs wygrali 2:0 i nie zaliczyli „wtopy” na inaugurację. Cichym bohaterem okazał się Christian Eriksen, autor dwóch asyst. Duńczyk jest w wysokiej formie, co pokazywał także w meczach przedsezonowych. Gol tego piłkarza w dzisiejszych derbach Londynu po kursie 4.60.

Na drugim biegunie po inauguracyjnej kolejce znaleźli się mistrzowie. Chelsea przegrała 2:3, a atmosfera na Stamford Bridge zgęstniała. „The Blues” przegrali też przecież mecz o Tarczę Wspólnoty, choć wtedy de facto padł remis, a o zwycięstwie Arsenalu zdecydował dopiero konkurs rzutów karnych. Tak czy owak – przegrane trofeum i mecz na starcie sezonu w połączeniu z biernością na rynku transferowym – to musi co najmniej niepokoić fanów Chelsea. Swojego niezadowolenia nie kryje zresztą Antonio Conte, który liczył na więcej jeśli chodzi o wzmocnienia, a póki co gracze, którzy zasilili jego zespół to raczej klasyczne uzupełnienia szerokiej kadry niż piłkarze do wyjściowej jedenastki. Kontuzje i kartkowe pauzy powodują, że dziś skład Chelsea będzie daleki od oczekiwanego przez Conte. Zabraknie Fabregasa, Cahilla i Hazarda, a w stosunku do mistrzowskiego sezonu także Costy, który jest skonfliktowany z trenerem i jego dni na Stamford Bridge są policzone. Jego miejsce w pierwszej linii zajmie zapewne Alvaro Morata, który w meczu z Burnley wszedł z ławki i zdobył gola. Bramka Moraty dziś oznaczona jest kursem 2.90.

W ubiegłym sezonie własny stadion był wyraźnym atutem w bezpośrednich meczach Chelsea i Tottenhamu. Na Stamford Bridge w listopadzie 2:1 wygrali „The Blues”, ale w rewanżu na White Hart Lane triumfowała drużyna Mauricio Pochettino. Ten drugi mecz był o tyle istotny, że przerwał serię 14 kolejnych zwycięstw Chelsea w lidze. Zwycięstwo nr 15 oznaczałoby samodzielne piastowanie ligowego rekordu – Tottenham spowodował jednak, że Chelsea musi dzielić się tym rekordem z Arsenalem. Tamten mecz pokazał też wyraźnie kto może być głównym konkurentem Chelsea w wyścigu po tytuł. Spurs trzymali się zresztą dzielnie praktycznie do samego końca, ale punktowe straty okazały się nie do zniwelowania. Dziś chętnie zobaczylibyśmy londyńskie ekipy w formie z ubiegłego sezonu, bo byłby to gwarant widowiska najwyższej jakości.