Kolejne derby wysokiego napięcia


Finisz sezonu w wykonaniu czołowych ekip Premier League przypomina stąpanie po cienkim lodzie albo zabawę mokrymi rękami z elektrycznością. Jeden fałszywy ruch może zakończyć się katastrofą, a zatem brakiem awansu do Ligi Mistrzów. W tym niekomfortowym położeniu jest Arsenal. Sytuacja Tottenhamu jest inna – „Koguty” walczą o mistrzostwo Anglii, ale czteropunktowa strata do Chelsea nie da im wielkich nadziei. Słowem przed niedzielnym meczem derbowym Tottenham „jedynie” bardzo chce, a Arsenal musi.

Tottenham 1.87, remis 3.85, Arsenal 4.05 – godz. 17:30
Już bardzo dawno przed derbami północnego Londynu Tottenham nie był tak wyraźnym faworytem rywalizacji. Trudno jednak by było inaczej, skoro zespół Spurs od wielu tygodni utrzymuje się w znakomitej formie i wygrywa mecz za meczem. Ostatnim zespołem w lidze, który zatrzymał triumfalny pochód „Kogutów” był Liverpool, a miało to miejsce 11 lutego! Od tamtej pory ekipa z White Hart Lane wygrała wszystkie 8 spotkań w Premier League, tracąc w sumie ledwie cztery gole. Jeśli Tottenham pokona Arsenal do zera, trafimy kurs 4.00.

Cieniem na tak dobrej postawie Tottenhamu w lidze kładzie się pucharowa porażka z zeszłej soboty. W półfinale Pucharu Anglii „Koguty” musiały uznać wyższość lidera Premier League, Chelsea. „The Blues” wygrali 4:2 i zameldowali się w finale, w którym zmierzą się z… Arsenalem! Team Arsene’a Wengera po dogrywce pokonał bowiem Manchester City i ma szansę na 13. sukces w rozgrywkach FA Cup. Paradoksalnie ten nieudany sezon „Kanonierzy” mogą zakończyć z trofeum, a ich rywale zza miedzy bez, bo pozostali wyłącznie w grze o tytuł, a jak już wspomnieliśmy – czteropunktowy dystans do Chelsea to spora strata. To że Arsenal po raz pierwszy za kadencji Wengera zakończy rozgrywki ligowe za Tottenhamem jest już praktycznie przesądzone, ale ocena tego sezonu w wykonaniu obu zespołów może być jeszcze bardzo różna, a rzutować będą na niej najbliższe tygodnie, a w dużej mierze także dzisiejszy mecz na White Hart Lane. W listopadzie na Emirates Stadium padł remis 1:1. Powtórka takiego wyniku – kurs 7.50.

Arsenal po serii fatalnych występów powoli wygrzebuje się z kryzysu. Trzy kolejne zwycięstwa to niezły prognostyk przed najważniejszymi próbami sezonu. Trzeba jednak zauważyć, że każda z wiktorii była mocno wymęczona – zarówno ligowe starcia z Middlesbrough i Leicester, jak i wspomniany mecz pucharowy z „Citizens”. Do końca sezonu podopiecznym Wengera pozostało sześć spotkań (w tym m.in. z Manchesterem United). Jeśli „The Gunners” wygrają je wszystkie, najprawdopodobniej wedrą się do czołowej czwórki ligi, czyli spełnią swój tradycyjny cel minimum. Zadanie nie należy jednak do łatwych, zwłaszcza że tak dziś Tottenham, jak i w niedalekiej przyszłości Manchester United, mają o co grać. „Kanonierzy” muszą się więc wznieść na wyżyny swoich możliwości, a tego w ich wykonaniu nie widzieliśmy od dawna. Nic więc dziwnego, że dziś w derbach północnego Londynu większość stawia na gospodarzy, a kurs na Arsenal z podpórką (X2) i tak jest całkiem okazały – 1.97.

Prawdziwym katem Arsenalu w ostatnich tygodniach staje się Harry Kane. Napastnik reprezentacji Anglii swoje pierwsze kroki w piłkarskiej karierze stawiał właśnie w akademii „Kanonierów”, ale teraz bez żalu trafia do siatki w meczach przeciwko temu klubowi. W czterech ostatnich ligowych konfrontacjach zdobył pięć bramek. Poza nim jednego gola zdobył także Toby Aldeweireld i to wszystko. W Arsenalu rozkłada się to znacznie równiej. Notabene w listopadowym meczu na Emirates Stadium napastników Wengera wyręczył Kevin Wimmer, który zaliczył spektakularnego „samobója”. Wracając do Kane’a – kurs na to, że znów trafi do siatki Arsenalu wynosi 1.89.