A Leicester swoje…


Od wielu tygodni kibice w Premier League zadają sobie pytanie – kiedy wreszcie Leicester wpadnie w nieunikniony przecież dołek formy? Tymczasem „Lisy” raz po raz wyprowadzają sceptyków z błędu – tę drużynę trzeba zacząć traktować poważnie. Lider po 13. kolejkach – tu już nie może być mowy o przypadku. Tymczasem w sobotę mecz na szczycie – do Leicester przyjeżdża wicelider – Manchester United.

Leicester City 3.20, remis 3.45, Manchester United 2.30 – godz. 18.30
Już sam fakt, że podopieczni Claudio Ranieriego przystępują tworzą ligowy szczyt jest sensacją. Rok temu w tej fazie sezonu Leicester był ostatni w lidze! Od tego czasu drużyna nie przeszła wcale kadrowej rewolucji, na klub nie spłynął ocean pieniędzy, a ziemia nadal kręci się wokół słońca. Tymczasem odpowiednio ułożone przez Nigela Pearsona i wypolerowane przez Ranieriego klocki nagle zaczęły pasować do siebie, tak jak nigdy wcześniej! Efekt jest piorunujący. Leicester nie gra nudnej piłki i nie wygrywa swoich meczów fuksem po 1:0. Zespół z King Power Stadium ma już na koncie 28 goli – najwięcej w całej stawce Premier League. Jeśli w sobotni wieczór „Lisy” dołożą co najmniej dwa kolejne gole, trafimy kurs 2.80.

W sobotę przeciwko najlepszej ofensywie ligi stanie najlepsza defensywa. Manchester United jak dotąd stracił tylko 9 bramek. Trener Louis van Gaal buduje zespół od tyłu, z przodu licząc na indywidualne przebłyski geniuszu swoich gwiazd. Jak na razie ta taktyka przynosi umiarkowanie dobre rezultaty. Wprawdzie United jest 2. w lidze i ma szansę na awans do 1/8 finału Champions League, jednakowoż gra drużyny „Czerwonych Diabłów” jest ciężkostrawna. Jakim meczem zaowocuje sobotnie zderzenie żywiołów na King Power Stadium? Na remis najbardziej liczy grupa pościgowa, z potykającymi się ostatnio o własne nogi zawodnikami Manchesteru City i Arsenalu na czele. Kurs na podział punktów wynosi 3.45.

 

Bardzo ciekawe były zeszłosezonowe potyczki Leicesteru z Manchesterem United. W pierwszym meczu „Lisy” u siebie dokonały rzeczy niezwykłej, pokonując „Czerwone Diabły” aż 5:3! Był to jedyny w historii Premier League mecz, kiedy to ManU straciło dwubramkowe prowadzenie i przegrało mecz. W rewanżu górą byli już podopieczni van Gaala, ale tamten mecz zapamiętaliśmy z innego powodu – bramkę dla Leicester zdobył Marcin Wasilewski, przerywając długą serię lat bez polskiej bramki w angielskiej elicie. Czy i tym razem napisze się jakaś nowa historia? Na pewno nie będzie to jednak pierwszy w Premier League wypadek, kiedy prowadzący w tabeli Leicester gra z drugim United – taka sytuacja miała już miejsce w październiku 2000 roku i zespół Sir Alexa Fergusona wygrał 3:0. Jeśli wygra w takim stosunku jutro, zgarniamy kurs 24.00.

By jednak wygrać, piłkarze z Manchesteru w pierwszej kolejności muszą powstrzymać niesamowitego Jamiego Vardy’ego. Anglik strzelał bramki w każdym z 10 ostatnich meczów Premier League! Wyrównał w ten sposób rekord należący do Ruuda van Nistelrooya, który swoje sukcesy święcił oczywiście jako zawodnik United. W sobotę rekord Holendra może być już nieaktualny, jeśli jego były klub nie obdarzy wystarczającą opieką Vardy’ego. Ten napastnik nie zostawia jeńców – jest szybki, świetnie usposobiony strzelecko i nie kalkuluje, bawiąc się w zbędne ozdobniki. Strzela gola za golem, jest zabójczo skuteczny i w klasyfikacji najlepszych snajperów ligi wyprzedza drugiego Romelu Lukaku, autora 9 bramek, o 4 trafienia. Gol Vardy’ego w sobotnie popołudnie wyceniamy na 2.55.