Spodziewana kanonada


Każdy przynajmniej średnio zorientowany kibic Premier League wie, co wiąże się z meczem Liverpoolu i Arsenalu. Wprawdzie dwa lata temu w tej rywalizacji przydarzył się bezbramkowy remis, ale zdecydowanie był to wyjątek od reguły. Reguły, która mówi, że Liverpool i Arsenal to gwarancja dużej liczby bramek. Osiem ostatnich meczów? 35 bramek! Dziś na Anfield Road nie powinno być inaczej.

Liverpool 2.14, remis 3.75, Arsenal 3.45 – godz. 17:00
W zeszłym sezonie „The Reds” i „The Gunners” zmierzyli się ze sobą już na inaugurację sezonu. Arsenal w mocno przemeblowanym składzie linii obrony uległ na własnym terenie Liverpoolowi aż 3:4, a kibice zostali uraczeni nieprzeciętnym widowiskiem. W marcowym rewanżu na Anfield Road było 3:1 dla gospodarzy, zatem podopieczni Jurgena Kloppa przystępują do rywalizacji z „Kanonierami” z przewagą psychologiczną i wysokim morale. Prowadzenie Liverpoolu już do przerwy oznaczone jest u nas kursem 2.55.

Liverpoolczycy sezon rozpoczęli od mocno zaskakującego remisu 3:3 z Watfordem. Na pewno Jurgen Klopp inaczej wyobrażał sobie inaugurację rozgrywek, ale jego zawodnicy popełniali stanowczo zbyt wiele błędów w defensywie, by wejść w sezon zwycięstwem. Tydzień później „The Reds” pokonali 1:0 Crystal Palace – do postawy obrońców nie można było już mieć specjalnych zastrzeżeń, ale cała gra ofensywna mocno kulała. Zwycięski gol Sadio Mane padł po dość przypadkowej akcji i samą wygraną można było określić mianem wymęczonej. Jeszcze raz potwierdziło się, że Mane jest absolutnie kluczową postacią dla Liverpoolu, co uwidaczniało się szczególnie w sezonie 2016/17, gdy Senegalczyka brakowało (Puchar Narodów Afryki i kontuzje). Czy dziś Mane pokona Petra Cecha? Kurs 2.55.

Mane musi wziąć na siebie ciężar gry szczególnie teraz, kiedy wciąż w zawieszeniu pozostaje przyszłość Philippe Coutinho na Anfield Road. Tajemnicą poliszynela jest zainteresowanie Barcelony Brazylijczykiem, ale transfer wciąż nie dochodzi do skutku, bo Liverpool nie chce się na niego zgodzić. Coutinho jakby przeczuwając owocny finisz długich negocjacji, nie gra w eliminacjach Champions League, zasłaniając się kontuzjami czy chorobą. Czy koniec końców kreatywny pomocnik Liverpoolu wyląduje na Camp Nou? Tego nie wiemy, ale na pewno byłoby to poważne osłabienie siły ognia „The Reds”.

Swoje problemy ma także Arsenal, co zresztą nie jest żadnym zaskoczeniem. Podopieczni Wengera nie potrafią odnieść choćby dwóch zwycięstw w dwóch pierwszych kolejkach sezonu od wielu lat, a gdy do tego dorzuci się frustrację fanów związaną z brakiem awansu do Ligi Mistrzów, jasne staje się, że francuski menadżer pracuje pod ogromną presją. W 1. kolejce Arsenal mimo katastrofalnej gry obronnej pokonał 4:3 Leicester, ale już tydzień później uległ na wyjeździe Stoke City. W perspektywie porażki na Anfield Road, „Kanonierzy” zostaną z trzema punktami po trzech kolejkach, gdzieś w dolnych rejonach tabeli. Do końca jeszcze bardzo daleko, ale można już mówić o małej presji, która wytwarza się dziś na zespole Arsenalu.

Pomóc w realizacji celu ma Alexis Sanchez. Chilijczyk wraca do gry po drobnym urazie, a przede wszystkim po znacznie później rozpoczętych przygotowaniach. Sanchez po sezonie ligowym uczestniczył w Pucharze Konfederacji, gdzie jego reprezentacja dotarła do finału. Wenger był więc zmuszony dać swojemu asowi atutowemu dłuższe wakacje. W ich czasie media systematycznie zasypywały nas informacjami o rzekomym transferze Sancheza do innego klubu, a liderem starań o względy Chilijczyka miał być Manchester City. Koniec końców gwiazdor Arsenalu na 99% pozostanie w klubie. Czy dziś zdobędzie gola? Kurs 2.65.

Powrót Sancheza to nie jedyna dobra wiadomość dla fanów Arsenalu i Arsene’a Wengera. Po zawieszeniu za czerwoną kartkę z sezonu 2016/17 wraca Laurent Koscielny. Francuz to bezsprzeczny lider formacji obronnej, która na starcie nowych rozgrywek na pewno nie była monolitem. Biorąc pod uwagę najnowszą historię pojedynków Liverpoolu z Arsenalem, wypada stwierdzić, że na pewno obecność Koscielnego w tyłach może mieć ogromne znaczenie, choć czy zapobiegnie kolejnej strzelaninie? Wątpliwe. Kurs na bramkowy over 3,5 to 2.38.