Sprawdzian defensywy „The Reds”


W dwóch pierwszych ligowych kolejkach Liverpool nie stracił punktu, ani gola. Dwa zwycięstwa 1:0 nie potrwały tłumów, ale dla kibiców najważniejszy jest wynik. Dziś nieskruszona jeszcze linia obrony „The Reds” poddana zostanie dużo trudniejszemu sprawdzianowi, jakim będzie mecz na The Emirates z Arsenalem. Finisz 3. kolejki Premier League zapowiada się bardzo smacznie.

Arsenal 1.72, remis 4.05, Liverpool 5.15 – godz. 21.00
Faworytem meczu są gospodarze, którzy w ostatnich sezonach w pojedynkach z Liverpoolem radzą sobie całkiem dobrze, zwłaszcza przed własną publicznością. Z ostatnich 15 gier na Emirates przeciwko LFC, Arsenal przegrał tylko jedną. W ubiegłym sezonie „The Gunners” wygrali z ekipą Brendana Rodgersa 4:1. Wcześniej na Anfield Road było 2:2. W sezonie 2013/14 Liverpool dwukrotnie wyjeżdżał z północnego Londynu pokonany – zarówno po meczu ligowym, jak i pucharowym. Czy zespołowi Arsene’a Wengera uda się podtrzymać dobrą passę domowych meczów z Liverpoolem? Wygrana londyńczyków wyceniana jest na 1.72.

Statystyki przemawiają za gospodarzami, ale ciąży na nich też dużo większa presja. To Liverpool wygrał oba mecze na starcie ligi, a Arsenal nie dość, że przegrał z West Hamem, to jeszcze stało się na to własnym stadionie. Ewentualna druga domowa porażka byłaby powtórzeniem sytuacji z sezonów 1908/09 i 1949/50. Wówczas to również „Kanonierzy” przegrali dwukrotnie w dwóch pierwszych domowych meczach nowych rozgrywek. Wyjazdowa wygrana z Crystal Palace nie w pełni zatarła złe wrażenia po inauguracji, zwłaszcza że do końca meczu na Selhurst Park „Orły” były w grze o remis. Podwójna szansa na gości w dzisiejszej rywalizacji oznaczona jest kursem 2.28.

Liverpool po 1:0 pokonywał Stoke i Bournemouth. Nie są to rywale z ligowego topu, a oba mecze w wykonaniu ekipy Brendana Rodgersa były dalekie od ideału. O wygranej z „Garncarzami” przesądził błysk geniuszu Coutinho, który strzelił piękną bramkę z dystansu. Z kolei w meczu z beniaminkiem Liverpool mógł mówić o sporym szczęściu, bowiem zespół z Arturem Borucem w składzie miał kilka świetnych okazji. Wyniki poszły więc w świat, a kibice z lekkim niepokojem czekają na prawdziwą weryfikację, która nadejść powinna już dziś. Należy pamiętać, że latem do Liverpoolu trafiło sporo nowych graczy i znów efekt końcowy „budowli” Rodgersa stanowi niewiadomą. Rok temu po odejściu Suareza menadżer „The Reds” także nie szczędził „grosza” na nowych zawodników, ale wyrwy po królu strzelców nie zapełnił nikt, a liverpoolczycy skończyli sezon poza strefą Ligi Mistrzów, czyli upragnionym TOP 4 Premier League.

W tym sezonie lekiem na brak goli ma być Christian Benteke, sprowadzony z Aston Villi. Belg strzelił już gola w meczu z Bournemouth, a wobec kontuzji Daniela Sturridge’a jego pozycja w ataku Liverpoolu jest niezagrożona. To właśnie Benteke będzie dziś próbował uciec spod opieki obrońców Arsenalu. Jeśli trafi do siatki Petra Cecha, my trafiamy kurs 3.45.

Skoro mowa o Cechu – należy pamiętać, że to właśnie on (jedyny letni transfer Wengera) jest „ojcem” porażki na inaugurację sezonu z West Hamem. Czeski bramkarz zawalił obie bramki dla „Młotów”. W meczu z Crystal Palace grał już znacznie lepiej, ale nie zdołał zachować czystego konta. Czy to dobra wiadomość dla kibiców Liverpoolu? Raczej kiepska. Cechowi rzadko zdarzają się dłuższe okresy bez tzw. „clean sheetów”, więc takowy może nadejść dziś. Jeśli goście nie strzelą na Emirates Stadium ani jednego gola, wejdzie nam kurs 2.33.