Trudny sprawdzian "Kogutów"


Premier League, podobnie jak inne czołowe europejskie ligi, wchodzi powoli na ostatnią prostą. Dziś jako przystawkę do hiszpańskich Gran Derbi potraktować można mecz Liverpoolu z Tottenhamem. Pierwszy gwizdek na Anfield Road już o 18.30. Dla obu drużyn spotkanie ma ogromne znaczenie, ale zespołem pod większą presją są goście z północnego Londynu.

Liverpool 2.32, remis 3.50, Tottenham 3.24 – godz. 18.30
Liverpool walczy o europejskie puchary, a przy dużej dozie szczęścia może to być jeszcze Liga Mistrzów. Podopieczni Jurgena Kloppa mogą przedostać się do bram piłkarskiego raju w dwojaki sposób. Przez ligę, gdzie udany, mocny finisz, ze zwycięstwami w zaległych meczach, pozwoliłby „The Reds” na wskoczenie do TOP 4. Szansa mała, ale jest. Druga opcja to „kuchenne drzwi”, które sforsować będzie jednak równie ciężko – awans do Champions League jest możliwy także poprzez zwycięstwo w tegorocznej Lidze Europy. Liverpool ma już tam za sobą pierwszą poważną przeszkodę w postaci Manchesteru United, ale w następnej rundzie poprzeczka idzie jeszcze w górę. Rywalem Liverpoolu będzie faworyt całych rozgrywek – Borussia Dortmund. Dla Kloppa będzie to szczególny dwumecz, bowiem swoje największe trenerskie sukcesy odnosił właśnie w Dortmundzie.

W jakich nastrojach liverpoolczycy przystąpią do czwartkowej rywalizacji? Dużo zależeć będzie od dzisiejszego szlagierowego meczu Premier League. Zwycięstwo pozwoli wrócić do w miarę realnych myśli o czołowe czwórce ligi. „The Reds” są w tym sezonie jednym z najbardziej chimerycznych zespołów. Świetne występy przeplatają kompromitacjami – i tak trwa to od sierpnia. Jaką twarz Liverpoolu zobaczymy w starciu z „Kogutami”? Jak na zespół wpłynie przerwa reprezentacyjna? Doprawdy trudno wyrokować. Pierwszy mecz obu zespołów w tym sezonie zakończył się bezbramkowym remisem. Kurs na taki wynik dziś wynosi 9.50.

Ze statystycznego punktu widzenia Liverpool nie powinien się bać Tottenhamu. Ekipa z miasta Beatlesów jest niepokonana w spotkaniach ze Spurs od 6 meczów. Składają się na to pięć zwycięstw i tylko jeden remis, ten 0:0 z października ubiegłego roku. Klopp debiutował wówczas w roli menadżera drużyny z Anfield.

 

Póki co niemiecki szkoleniowiec Liverpoolu nie ma powodów do dumy. Statystyki są nieubłagane – nie wykręca on jak na razie lepszych rezultatów niż Brendan Rodgers. Oczywiście – na efekty pracy Rodgersa czekano długo, więc i Klopp otrzyma zapewne taki kredyt zaufania. Na razie jednak symptomów, by miał go spłacić jest niewiele. Takie mecze jak ten dzisiejszy czy też ten czwartkowy będą jednak odpowiedzią na pytanie na ile Klopp potrafi odmienić oblicze drużyny i przygotować ją do najważniejszych konfrontacji sezonu. Jeśli dziś gospodarze będą prowadzić już do przerwy, trafimy kurs 2.90.

To jednak Tottenham jest wyżej w tabeli i walczy o mistrzostwo. Dziś zapewne kciuki za liverpoolczyków ścisną fani Leicesteru i Arsenalu – zespołów, które także myślą (Leicester) i marzą (Arsenal) o mistrzostwie Anglii 2015/16. Ostatni tytuł zdobyty przez „Koguty” przypada na sezon 1960/61. W erze Premier League drużyna White Hart Lane nie zajęła w lidze nigdy wyższego miejsca niż czwarte. Wszystko wskazuje więc na to, że na naszych oczach napisze się historia. Spurs są w dobrej formie, nie tracą punktów taśmowo, tak jak często miało to miejsce przed laty. Jeśli dziś zdadzą egzamin dojrzałości na Anfield Road, z podniesioną przyłbicą będą mogli podejść do kolejnych spotkań. Wydaje się jednak, że nawet remis w dzisiejszym meczu będzie dla zespołu Mauricio Pochettino wynikiem do przyjęcia. Podwójna szansa na gości? Kurs 1.68.

Największą bronią Tottenhamu jest oczywiście Harry Kane, lider klasyfikacji ligowych snajperów. Kane przespał początek sezonu, ale od dłuższego czasu strzela jak na zawołanie. Stał się najważniejszym napastnikiem reprezentacji Anglii i jedną z brytyjskich nadziei na Euro 2016. Dziś jest nadzieją „Kogutów” na pokonanie Liverpoolu i mocniejsze zaakcentowanie własnym mistrzowskich aspiracji. Gol Kane’a wyceniamy na 2.60.