Twierdza Stamford Bridge


Hitem soboty w Premier League będzie bez dwóch zdań mecz Chelsea z Tottenham. Lider tabeli ma się dobrze, ale „Koguty” to przeciwnik z najwyższej półki, w dodatku podrażniony odpadnięciem z Ligi Mistrzów. Gości czeka krótki wyjazd, ale za to do twierdzy, której nie potrafią zdobyć. Czy 26-letnia seria Spurs bez wygranej na Stamford Bridge zostanie przerwana?

Chelsea 1.76, remis 3.85, Tottenham 5.10 – godz. 18.30
Tak długie passy zdarzają się w Premier League bardzo rzadko. Aż trudno w to uwierzyć, ale Tottenham ostatni raz wygrał na stadionie Chelsea w lutym 1990. Było to jeszcze przed erą Premier League, a jeśli to nie przemawia do czyjejś wyobraźni to można dodać, że prezydentem RP był wówczas… Wojciech Jaruzelski! Spurs wygrali wtedy 2:1, a jedną z bramek strzelił… Gary Lineker. Od tamtego czasu „The Blues” nie przegrywają na własnym terenie z gośćmi z północnego Londynu z kogutem w herbie. Kurs na Chelsea w opcji zakładu bez remisu to 1.29.

Przełamanie złej serii nie będzie dla Spurs zadaniem prostym – to oczywista oczywistość. „The Blues” to aktualny lider Premier League, będący w wyraźnym gazie. Ostatnie pięć meczów? Pięć zwycięstw do zera! Thibault Cortouis zapomniał już to co znaczy wyjmować piłkę z bramki. Z zespołów czołówki ligi angielskiej Chelsea jest ewidentnie w najlepszej formie. Jakby tego było mało, londyńczycy nie odczuwają zmęczenia meczami w europejskich pucharach, bo w nich po prostu nie uczestniczą. Tottenham we wtorkowy wieczór rywalizował w Champions League z Monaco. Przegrał i nie ma już szans na wyjście z grupy do 1/8 finału. Wygląda więc na to, że całkiem sporo argumentów przemawia za wygraną podopiecznych Antonio Conte. Prowadzenie gospodarzy już do przerwy wyceniamy na 2.28.

W czasie gdy Chelsea wygrywała mecz za meczem, pnąc się w górę tabeli, Tottenham głównie remisował. „Koguty” to jedyny niepokonany w Premier League zespół, ale notując bilans 6-6-0 podopieczni Mauricio Pochettino zajmują zaledwie 5. miejsce. Niewiele brakowało a ostatnie pięć spotkań Spurs skończyłoby się wyłącznie podziałami punktów. Jednak w doliczonym czasie gry ostatniego meczu z West Hamem Harry Kane zdobył gola na wagę zwycięstwa 3:2 i po serii czterech remisów, Tottenham wreszcie zwyciężył. Czy w kolejnych derbach Londynu uda się powtórzyć taki wynik? Dużo na pewno będzie zależeć od wspomnianego Kane’a, który wrócił już do zdrowia i tego co mu najlepiej wychodzi – strzelania bramek. Jeśli to on otworzy wynik sobotniego meczu Chelsea – Tottenham, wówczas zgarniemy kurs 7.50.

Tottenham ma swoje Kane’a, a Chelsea Diego Costę. Hiszpański snajper jest w tym sezonie fenomenalny. Strzela i asystuje z regularnością karabinu maszynowego. Aktualnie na koncie Costy jest 10 bramek i 3 podania otwierające drogę do siatki kolegom, co daje mu prowadzenie w klasyfikacji strzelców i klasyfikacji kanadyjskiej. Dla porównania Kane strzelił tylko 5 bramek, choć na pewno spora w tym „zasługa” kontuzji kostki, która wykluczyła go z gry na kilka kolejek. Tak czy inaczej Costa, wespół z będącym w olśniewającej formie Edenem Hazardem to śmiercionośna broń. Belg strzelił w Premier League już 7 bramek, a w całym zeszłym sezonie, który był jedną wielką katastrofą w jego wykonaniu, ledwie cztery. MVP sezonu 2014/15 wraca jednak na swój poziom z przytupem i znów staje się nieuchwytny dla obrońców. Jego rodak w defensywie Tottenhamu, Toby Alderweireld jest kontuzjowany i w sobotę prawdopodobnie nie zobaczymy na boisku. Kto jak nie on, byłby świetnym remedium na szarże Hazarda? Bramka błyskotliwego skrzydłowego Chelsea wyceniona jest na 2.75.