Zagubiony Guardiola przed kolejnym egzaminem


Przenosiny do Anglii miały być dla Pepa Guardioli nowym wyzwaniem w karierze, które pozwoli mu jeszcze bardziej rozwinąć swoje trenerskie skrzydła i osiągnąć kolejne sukcesy. Ziemia obiecana póki co staje się ziemią przeklętą. Wprawdzie kasa na koncie się zgadza, ale nic poza tym. Manchester City gra poniżej oczekiwań, punktuje nieregularnie, a Guardiola traci nerwy i zaczyna udzielać coraz bardziej zaskakujących wywiadów. Wspomniał już o rychłym końcu swojej trenerskiej kariery, a także o tym, że… Manchester City przestał liczyć się w walce o mistrzostwo Anglii! Tymczasem mamy dopiero 22. kolejkę, a „Citizens” na własnym stadionie gościć będą Tottenham. „Koguty” nie mogły chyba trafić na lepszy moment, by zawitać na Etihad Stadium.

Manchester City 2.10, remis 3.55, Tottenham 3.75 – godz. 18.30
W tabeli Premier League sytuacja „Citizens” nie jest wcale taka zła – zespół Guardioli zajmuje 5. miejsce, ale Tottenhamu, który jest wiceliderem, traci tylko trzy punkty, czyli teoretycznie w sobotni wieczór może nie tracić nic. Strata do Chelsea wynosi jednak aż 10 punktów, a ponadto od dłuższego czasu „Obywatele” nijak nie potrafią nawiązać do swojej świetnej gry z początku sezonu. W rozgrywki 2016/17 Manchester City wszedł naprawdę mocno i wydawało się, że Guardiola bez trudu zdominuje kolejną ligę. Rzeczywistość szybko i brutalnie zweryfikowała takie dywagacje. Ostatnia porażka z Evertonem 0:4 była już swoistym wstrząsem. Gracze z Etihad stanowili blade tło dla ligowego średniaka, bo taką łatkę trzeba przypiąć „The Toffees”. Dwie kolejki wcześniej podopieczni Guardioli wrócili z niczym z innej wyprawy do Merseyside – przegrali 0:1 z Liverpoolem. Po drodze z trudem wywalczyli domowe zwycięstwo 2:1 z Burnley. Była też efektowna wygrana 5:0 z West Hamem w Pucharze Anglii. Nie zmienia to jednak faktu, że Pep w ostatnich tygodniach wygląda na człowieka kompletnie zagubionego, który kolejnymi medialnymi wypowiedziami tylko pogłębia kryzys. Wygrana lub remis Tottenhamu? U nas kurs 1.80.

Co gorsza dla gospodarzy sobotniego starcia, ostatnie starcia z „Kogutami” nie wypadały po myśli „Obywateli”. Trzy ostatnie to zwycięstwa Spurs. 2 października minionego roku podopieczni Mauricio Pochettino pokonali u siebie „Citizens” 2:0. Co więcej sam Pochettino wygrał swoje dwa ostatnie pojedynki trenerskie z Guardiolą. Żadnemu trenerowi nie udało się zrobić tego trzykrotnie z rzędu. Czy w sobotę Argentyńczyk przebije takich asów jak Klopp, Mourinho czy Simeone, którym ta sztuka się nie udała? Warunki ku temu zdają się być dogodne, bo porażka 0:4 na Goodison Park na pewno odciska się w głowach graczy Manchesteru City. Tottenham wygrał zaś sześć ligowych meczów z rzędu, a w sumie już siedem spotkań, wliczając w to jeszcze Puchar Anglii, gdzie „Koguty” rozbiły Aston Villę. Prowadzenie gości już do przerwy wyceniamy na 4.10.

Forma Tottenhamu imponuje. Spurs jako jedyni byli w stanie pokonać rozpędzonego lidera ze Stamford Bridge. Ostatnio solidnie przejechali się po West Bromie, aplikując zespołowi Tony’ego Pulisa cztery gole. Hat-trickiem w tym meczu popisał się Harry Kane, dzięki czemu Anglik mocno zbliżył się do ścisłej czołówki strzelców Premier League – więcej trafień od Kane’a (o jedno) mają tylko Zlatan Ibrahimović, Diego Costa i Alexis Sanchez. Bardzo dobrą skutecznością imponuje też Dele Alli, autor obydwu goli w wygranym 2:0 meczu z Chelsea. W sumie Alli ma już na koncie 10 goli w lidze. Kolejna bramka w sobotę na Etihad? Płacimy kursem 4.30.

Słabe wyniki Manchesteru City skłaniają wielu ekspertów i kibiców do analiz. Na pewno linia obrony „Citizens” nie funkcjonuje jak należy, a defensywni pomocnicy nie są w stanie odpowiednio zabezpieczyć środkowej strefy, przez co rywale z łatwością przedostają się pod pole karne „Obywateli”. Świadczy o tym spora liczba strzałów oddawanych na bramkę Manchesteru City – 23 celne w ośmiu ostatnich meczach. Najwięcej dostaje się jednak Claudio Bravo, który nie jest tym samym bramkarzem, co parę miesięcy temu w Barcelonie. Z 23 wspomnianych uderzeń Bravo przepuścił aż 14, osiem obronił, a raz na linii bramkowej wyręczył go Bacary Sagna. Czy Bravo zacznie wreszcie udowadniać, że warto było na niego postawić? Czyste konto chilijskiego bramkarza oznaczone jest kursem 2.95.