Euro dzień 4: Mistrzowie, Ibra i pierwszy szlagier


Weekend za nami, ale Euro ani myśli przystopować. Wszyscy, którzy niecierpliwie czekali na poniedziałkową dawkę emocji, mieli rację. Przed nami trzy spotkania, które na długie godziny przykują nas do telewizorów. Na boisko wychodzą bowiem kolejne gwiazdy.

Hiszpania 1.49, remis 4.35, Czechy 8.05 – godz. 15.00
Kurtyna! Na boisko wybiegają zwycięzcy dwóch poprzednich Mistrzostw Europy. Hiszpania ma chrapkę na trzeci z rzędy tytuł, a czwarty w ogóle, co byłoby rekordem. Ta chrapka nie jest niczym niepodyktowaną fanaberią – w składzie „La Furia Roja” aż roi się od gwiazd Realu czy Barcelony, a o jakości jaką prezentują te kluby chyba nie ma nawet sensu dywagować. Pięciu zawodników może po raz trzeci zasmakować złota Euro – chodzi o Casillasa, Fabregasa, Ramosa, Iniestę i Silvę. Jeśli w ekipie Vicente del Bosque znów wszystko zagra jak z nut, tak jak w 2008 i 2012 roku, to w poniedziałkowe popołudnie Hiszpania rozpocznie swój triumfalny marsz, przechodząc się po Czechach jak po przejściu dla pieszych. Zwycięstwo faworytów różnicą dwóch goli wyceniamy na 2.30.

Barcelońsko-madrycka defensywa z Ikerem Casillasem w bramce prezentuje się wyśmienicie, druga linia jest także bardzo mocna, z ławki rezerwowych wręcz wysypują się żądni gry piłkarze światowego formatu. Czy „La Furia Roja” ma słabe punkty? Jeśli tak, to jest nim wyłącznie atak. Do gry na szpicy predestynowani są Ariz Aduriz z Athleticu Bilbao i Alvaro Morata z Juventusu. Diego Costa został przez del Bosque pominięty na etapie selekcji, co z jednej strony jest niespodzianką, bo snajper Chelsea ma wielkie umiejętności. Druga strona medalu jest taka, że konfliktowy, na boisku wręcz chamski Costa nie pasowałby pewnie do hiszpańskiej układanki, która ma czarować swoją grą, tak jak czarować potrafi Barcelona czy Real, dominatorzy klubowego futbolu w Europie.

Bluza lub czapka Unibetu do wzięcia!

Hiszpanie walkę o „eurohattrick” rozpoczynają meczem z Czechami, którzy przez większość skazywani są na pożarcie w grupie D. Nie można się temu dziwić, bo poza Hiszpanią, rywalami naszych sąsiadów z południa są Chorwaci i Turcy. Trzeba być niepoprawnym optymistą z kraju „Krecika”, by wierzyć, że w tym zestawieniu można coś zwojować. Atuty Czechów? Dwa z Arsenalu – Petr Cech i Tomas Rosicky, choć ten drugi opuścił właśnie „Kanonierów”, gdzie występował przez blisko 8 lat. Wiele z sezonów zrujnowały mu jednak kontuzje, przez co „Mały Mozart” nie mógł pokazać pełni swojego kunsztu. Najlepiej Rosicky’ego podsumował kiedyś Arsene Wenger mówiąc: „Jeśli kochasz futbol, musisz go uwielbiać”. To zdanie doskonale oddaje artyzm, który na boisku prezentować potrafi Czech. Co poza tym? Kadel, Plasil, Dockal – te nazwiska mogły się obić o uszy przeciętnemu kibicowi futbolu, ale głowy za to byśmy nie dali. Czesi muszą wznieść się na wyżyny i liczyć na to, że rywale ich zlekceważą. Jeśli urwą punkty Hiszpanii (zwycięstwo lub remis), trafimy kurs 2.80.

Dwukrotni złoci medaliści Euro notują serię 12 meczów bez porażki w czempionacie Starego Kontynentu. Mało tego, pięć poprzednich meczów Euro 2012 kończyli bez straty gola, a w całym polsko-ukraińskim turnieju stracili raptem jednego. Czyste konto z Czechami wyceniamy na 1.78.

Irlandia 3.35, remis 3.15, Szwecja 2.45 – godz. 18.00
Przechodzimy do zmagań w grupie E. To kolejna bardzo mocno obsadzona grupa, w której praktycznie każdy będzie powinien dostarczać sporego ładunku emocji. Zaczynamy od starcia Irlandii ze Szwecją. Przybyszy z „Zielonej Wyspy” znamy dość dobrze, bo przyszło nam z nimi rywalizować w grupie. W ostatnim meczu eliminacji pokonaliśmy podopiecznych Martina O’Neilla 2:1, zapewniając sobie bezpośredni awans. Irlandia trafiła do meczów barażowych, gdzie okazała się lepsza od Bośni i Hercegowiny. Kto wykopał Edina Dżeko i spółkę z Euro? Przede wszystkim Jonathan Walters ze Stoke City, który w rewanżu (w pierwszym meczu było 1:1) zdobył dwa gole! Czy trafi także w meczu ze Szwecją? Za to płacimy kursem 4.75.

Kadra „Boys in Green” oparta jest zresztą w 90% na zawodnikach z angielskiej Premier League. Mimo to Irlandia uchodzi za marudera grupy E i każdy zdobyty przez nią punkt trzeba będzie odbierać w kategoriach niespodzianki. Cztery ostatnie mecze tej drużyny na Mistrzostwach Europy kończyły się porażkami – trzy pamiętamy dość dobrze z Euro 2012 w Polsce. Od pięciu meczów Euro Irlandia nie wygrała i nie zachowała czystego konta. Ich jedyne zwycięstwo na tej imprezie to debiutancka wygrana 1:0 w 1988 roku. Wygrana z nie byle kim, bo z Anglią!

W składzie trenera O’Neilla ze szczególną uwagą śledzić będziemy losy dwóch weteranów – Shaya Givena i Robbie Keane’a. Given jest drugim najstarszym zawodnikiem mistrzostw (ustępuje tylko Gaborowi Kiraly’emu), a Keane to żywa legenda irlandzkiego futbolu. 36-latek jest też jedynym zawodnikiem w kadrze spoza ligi angielskiej – reprezentuje barwy Los Angeles Galaxy z MLS. Keane w eliminacjach był najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny, więc całkiem możliwe, że znów będzie strzelał. Kurs na trafienie ze Szwecją to 4.20.

To jednak „Trzy Korony” są faworytem tego meczu, na przekór… słowom ich trenera. Erik Hamren przed mistrzostwami zaszokował wszystkich, stwierdzając, że Szwecja, jako najniżej notowany zespół w grupie E, ma też najmniejsze szanse na wyjście do fazy pucharowej. Zaskakująca deklaracja wywołała spore zamieszanie w szwedzkiej opinii publicznej. Hamren celowo próbował zdjąć presję ze swoich graczy, ale mógł też wywołać efekt odwrotny od zamierzonego.

Faktem jest, że o obecnej kadrze Szwecji można powiedzieć, że w dużej mierze uzależniona jest od jednego człowieka, a jest nim oczywiście Zlatan Ibrahimović. „Ibry” nikomu przedstawiać nie trzeba, a za jego wartość dla reprezentacji niech przemówią liczby – 11 z 19 eliminacyjnych goli ekipy to dzieło właśnie zawodnika grającego wówczas w Paris SG. Teraz Zlatan zmienia klub, a wszyscy czekają już tylko na oficjalne ogłoszenie wiadomości, że będzie nim Manchester United. To wydaje się być przesądzone. Zanim jednak 35-letni Ibrahimović będzie próbował zawojować Premier League, ma do rozegrania prawdopodobnie swój ostatni wielki turniej z reprezentacją, a w poniedziałek, co równie prawdopodobne, ostatni teoretycznie łatwy mecz. Warto dodać, że „Ibra” strzelał bramki w pierwszych meczach Szwecji na trzech poprzednich finałach ME – w 2004 przeciwko Bułgarii, w 2008 przeciwko Grecji i w 2012 przeciwko Ukrainie! Tym razem stawiamy na dublet. Dwa gole Zlatana wyceniamy na 12.00.

Warto dodać, że z sześcioma bramkami na Euro Ibrahimović, wespół z Cristiano Ronaldo, jest najskuteczniejszym zawodnikiem z tych, których obejrzymy we Francji. Do najlepszych w tej klasyfikacji jest całkiem niedaleko – 10 goli daje samodzielne prowadzenie, a chyba nikt nie ma wątpliwości, że zarówno Zlatana, jak i CR7 stać na strzelenie we Francji czterech bramek.

Co do samego meczu – Szwecja nie przegrała meczu o punkty z Irlandią od sześciu potyczek i ma spore szanse nie przegrać po raz siódmy. Zakład bez remisu na „Trzy Korony”? Oferujemy kurs 1.66.

 

Belgia 2.50, remis 3.10, Włochy 3.30 – godz. 21.00
Hitem poniedziałku i pierwszym poważnym hitem Euro jest mecz Belgii z Włochami. Parę lat temu nie do pomyślenia było, by faworytem tego spotkania byli Belgowie. Obecna reprezentacja Włoch to już nieco przebrzmiałe gwiazdy, a nowa generacja nie wysyła na nieboskłon nowych.

Włosi w dodatku stracili przed mistrzostwami dwóch piekielnie istotnych zawodników środkowej strefy – Claudio Marchisio i Marco Verrattiego. W dodatku Antonio Conte nie powołał grających w MLS Andrei Pirlo i Sebastiana Giovinco. Dysproporcja między siłą turyńskiej defensywy (Buffon, Chiellini, Bonucci, Barzagli), a całą resztą „Squadra Azzurra” jest widoczna gołym okiem. Z kosmosu. Trzeba być szaleńcem, by wierzyć, że Euro „pozamiatają” Thiago Motta, Antonio Candreva czy Eder. Taktyka Conte, który wiele lat spędził w Juventusie, będzie więc bardzo oczywista i podporządkowana żelaznej grze w tyłach. Catenaccio reaktywacja? Kto wie! Kurs na zero z tyłu w meczu z Belgią to aż 2.95.

Jeśli o aktualnych wicemistrzach Europy piszemy, że nie mogą pochwalić się generacją młodych zawodników najwyższego formatu, to coś zdoła odwrotnego tyczy się Belgii. „Czerwone Diabły” to aktualnie potężna siła – od pozycji bramkarza po atak. Trener Marc Wilmots już na etapie selekcji miał spory zgryz z których zawodników zrezygnować, a których zabrać do Francji. Belgia miała być „czarnym koniem” poprzedniego Mundialu, ale skończyło się na mało satysfakcjonującym ćwierćfinale i porażce z Argentyną. Dwa lata później przychodzi kolejna okazja, by belgijskie gwiazdy zaświeciły pełnią blasku, który najlepiej odbijałby się w złocie.

Zaglądaj do naszego Centrum Kibica

Mający za sobą kiepski (to i tak delikatne określenie) sezon w Premier League Eden Hazard jest przez bardzo wielu znawców typowany do roli gwiazdy Mistrzostw Europy. Właśnie pod koniec rozgrywek 2015/16 zasygnalizował zwyżkę formy, a z powodu kontuzji notował kilka przerw, przez co nie jest na pewno tak wyeksploatowany jak wielu jego kolegów. Ostatnio Hazarda łączyło się z ewentualnym transferem do Realu Madryt i można być pewnym, że jeśli faktycznie gracz Chelsea zabłyśnie na Euro, to ten temat powróci błyskawicznie. Czy Hazard pokona Buffona w poniedziałkowy wieczór? Płacimy za to kursem 4.30.

Faworytem do otwarcia wyniku jest jednak Romelu Lukaku, który w każdym z czterech ostatnich meczów swojej drużyny narodowej trafiał do siatki. Jego gol oznaczony jest kursem 3.20, a pierwszy gol w meczu 5.75.

Rzut oka na historię belgijsko-włoskich pojedynków nie jest zbyt pomyślny dla „Czerwonych Diabłów. 13 zwycięstw Italii, 4 remisy i 4 triumfy Belgów. Obie drużyny spotkały się też dwukrotnie na Mistrzostwach Europy. W 1980 roku we Włoszech było 0:0, a gospodarze wyszli z grupy za plecami Belgii. W 2000 roku role się odwróciły, bo to Belgia była współorganizatorem turnieju. Włosi wygrali 2:0, a gospodarze odpadli w grupie.