Finaliści, wystąp!


Copa America Centenario rozkręca się powoli, dość skromnie dawkując emocje. Na koniec pierwszej grupowej kolejki serwuje nam jednak prawdziwy hit. Dziś w nocy czasu polskiego na Levi’s Stadium w Santa Clara spotkają się finaliści zeszłorocznej Copy – Argentyna i Chile. Z jednej stronie Di Maria, Aguero i Messi, a z drugiej Vidal, Sanchez czy Bravo. Tego meczu nie wypada przegapić!

Argentyna 2.20, remis 3.25, Chile 3.50 – godz. 4.00
Ilu z fanów futbolu nastawi sobie dziś budziki na czwartą w nocy? Zapewne wielu, bo mecz Argentyny z Chile to jedna z najlepszych propozycji, jaką możemy otrzymać od rozgrywek Copa America. Chile broni tytułu, zdobytego przed rokiem na własnym terenie. Dla reprezentacji „La Roja” był to pierwszy w historii triumf w tych rozgrywkach, będący jednocześnie potwierdzeniem aktualnej siły tego zespołu, w którym nie brakuje ani gwiazd światowego formatu, ani zawodników więcej niż solidnych.

Od zeszłorocznego triumfu w Chile zmieniło się jednak sporo, a najważniejsza, niekoniecznie „dobra zmiana” to odejście trenera Jorge Sampaoliego. Selekcjoner skonfliktował się z władzami rodzimej federacji i doszło do rozstania w bardzo napiętej atmosferze. Nowy trener Juan Antonio Pizzi to przeciwieństwo porywczego, ostrego Sampaoliego. Czy siła spokoju Pizziego okiełzna trudne charaktery chilijskich gorących głów, takich jak choćby niesforny Vidal? Piłkarz to przecież znakomity, ale równie trudny do utrzymania w ryzach podopieczny. Początek Copa America Centenario dla „La Roja” jest najtrudniejszy z możliwych – przed nimi faworyt całego turnieju, reprezentacja Argentyny.

Finał Copa America 2015 zakończył się bezbramkowym remisem. Dogrywka także bramek nie przyniosła, więc piłkarze Argentyny i Chile przystąpili do konkursu rzutów karnych. W tych pomylili się Ever Banega i Gonzalo Higuain, rujnując nadzieję Argentyny na pierwszy od 1993 roku triumf w czempionacie Ameryki Południowej. Szansa na przełamanie niemocy przychodzi już rok później, gdy jubileuszowe rozgrywki powiększone są do 16 drużyn i wzmocnione gwardią ekip z Ameryki Północnej i Środkowej. Czy to będzie turniej „Albicelestes”? Z jednej strony trudno sobie wyobrazić inny scenariusz, a z drugiej – futbol uwielbia niespodzianki, a Argentyńczycy od dłuższego czasu nie zachwycają. Drugie miejsca na Mundialu i w Copa America to także ambiwalentne osiągnięcia – niby sukcesy, ale wszyscy wiedzą, że Leo Messi jest stworzony do wygrywania, a srebro oznacza miejsce pierwszego przegranego.

Zatem naszpikowana gwiazdami światowego formatu Argentyna staje przed kolejną próbą. Czy 2016 rok będzie przełomowy? Już pierwszy mecz będzie świetnym sprawdzianem możliwości zespołu Gerardo Martino. Nudny i przewidywalny styl gry, prezentowany w eliminacjach do MŚ 2018 i sparingach może nie wystarczyć na pokonanie „La Roja”, a na pewno nie zaspokoi żądnych bramek i popisów technicznych kibiców.

Dla samego Martino może to być ostatnia szansa, by pozostać na stanowisku trenera reprezentacji. Popularny „Tata” po nieudanym epizodzie w roli trenera Barcelony przykleił do siebie łatkę trenerskiego niezdary, który nie potrafi zapanować nad „dream teamem”. Gdy Brazylia nie ma Neymara i wielu innych czołowych zawodników, Urugwaj bez kontuzjowanego na razie Suareza przegrywa w pierwszym meczu, presja mistrzostwa na „Albicelestes” tylko rośnie.

Grupowymi rywalami Argentyny i Chile są reprezentacje Boliwii i Panamy, więc wiele wskazuje na to, że niezależnie od wyniku dzisiejszego meczu, jedni i drudzy spokojnie awansują do ćwierćfinału. Ta prestiżowa i gwiazdorsko obsadzona superprodukcja fazy grupowej Copa America Centenario da nam jednak zarys scenariusza dalszych odcinków.