Gospodarz kontra faworyt – starcie finałowe


Już tylko jeden mecz dzieli nas od poznania odpowiedzi na najbardziej nurtujące piłkarskie pytanie lata 2015. Kto wygra Copa America? Szansę mają gospodarze – Chilijczycy i główni faworyci turnieju – reprezentacja Argentyny.

Chile 3.70, remis 3.40, Argentyna 2.05 – godz. 22.00
Przed turniejem o Chile wspominało się w szerokim gronie kandydatów do medali. Mało kto przypuszczał, że reprezentacja gospodarzy będzie w stanie przejść jak burza przez zarówno fazę grupową, jak i później – pucharową. Finał ma być ukoronowaniem wyśmienitego turnieju podopiecznych Jorge Sampaoliego.

Mecz finałowy obejrzysz w Unibet TV!

W grupie Chile pokonało 5:0 Boliwię i 2:0 Ekwador, w międzyczasie notując remis 3:3 z Meksykiem. Mecze gospodarzy obfitowały w bramki i mogły się podobać. W tym okresie drużyną nie wstrząsnął nawet incydent z udziałem Arturo Vidala, który spowodował wypadek samochodowy, prowadząc po alkoholu. W fazie pucharowej Chilijczycy odnieśli dwa jednobramkowe zwycięstwa.

W ćwierćfinale odprawili z kwitkiem Urugwaj, a mecz został zapamiętany głównie ze względu na incydent z udziałem Gonzalo Jary, który prowokacyjnie wsadził swój palec między pośladki Edinsona Cavaniego. Podburzony Urugwajczyk odwinął się w kierunku Jary, a ten padł jak rażony piorunem. Po chwili Cavani opuszczał boisko z drugą żółtą kartką. Chile zdobyło gola i wygrało 1:0. W półfinale z Peru ekipa Sampaoliego zwyciężyła 2:1, znów uzyskując profit z czerwonej kartki dla rywala. Peru grało w osłabieniu już od 20. minuty i trudno dziwić się w tej sytuacji porażce tej drużyny.

W kontekście tych wydarzeń wielu twierdzi, że gospodarzom pomagają „ściany”, a w tym przypadku mówiąc wprost – sędziowie. Alexis Sanchez i spółka w finale będą chcieli zadać kłam takim teoriom i pokazać, że w pełni zasłużyli na złoto. Byłoby to pierwsze złoto Copa America w historii kraju.

Argentyńczycy „Copę” wygrywali aż 14 razy, ale o kibicach „Albicelestes” trudno powiedzieć by byli nasyceni sukcesami. Ostatni triumf ich pupili w turnieju o mistrzostwo Ameryki Południowej datowany jest na 1993 rok! W zeszłym roku Argentyńczycy zameldowali się w finale Mistrzostw Świata, ale tam po dogrywce musieli uznać wyższość Niemców. Pokolenie Leo Messiego, Sergio Aguero, Carlosa Teveza czy Angela Di Marii potrzebuje mocnego akcentu w postaci sukcesu, a dla tak silnej drużyny prawdziwym sukcesem będzie tylko i wyłącznie wygranie Copa America 2015. Kurs na złoto podopiecznych „Taty” Martino to 1.55.

W grupie „Albicelestes” nie zachwycali. Po remisie 2:2 z Paragwajem wygrali po 1:0 z Urugwajem i Jamajką. Te wyniki nie rzuciły na kolana sympatyków drużyny, którzy z niepokojem oczekiwali na ćwierćfinałową rywalizację z Kolumbią. Tam Argentyna zagrała naprawdę dobrze, ale równie nieskutecznie, remisując 0:0. O awansie do kolejnego etapu turnieju zdecydowały dopiero rzuty karne. Prawdziwy popis gry Argentyna dała dopiero w półfinale. Tam ponownie zmierzyła się z Paragwajem, tym razem nie dając rywalom najmniejszych szans. Wygrana 6:1 była absolutnie zasłużona, a mecz był popisem ekipy Martino. Wiele osób twierdzi, że to było najlepsze spotkanie w wykonaniu faworytów „Copy” od wielu miesięcy.

Jeśli coś może martwić kibiców Argentyny to nieskuteczność ich największej gwiazdy – Leo Messiego. Snajper Barcelony na chilijskim turnieju strzelił zaledwie jednego gola i to w dodatku z rzutu karnego. Oddając jednak sprawiedliwości – jest on najlepszym zawodnikiem „Albicelestes” ciągnącym całą grę zespołu. W półfinale z Paragwajem Messi zaliczył trzy asysty i sześć kluczowych podań! Inna rola czterokrotnego zdobywcy Złotej Piłki pokazuje jak wszechstronnym jest on zawodnikiem. Zyskują na tym pozostali – Di Maria, Pastore czy Aguero, którzy mogą korzystać z ultraprecyzyjnych podań kolegi. Gol Aguero w finale wyceniamy na 2.90.

Finałowy mecz rozpoczyna się już o godzinie 22.00, a nie jak większość spotkań turnieju późno w nocy. To ukłon w stronę kibiców w Europie, którzy bez zarywania nocy będą mogli obejrzeć najważniejszy mecz Copa America 2015. Emocje gwarantowane.