Islandia - niemożliwe nie istnieje


Awans reprezentacji Islandii na piłkarskie Mistrzostwa Europy to największy sukces w historii futbolu z tego nordyckiego kraju. Stoi za nim Lars Lagerbäck, były selekcjoner reprezentacji Szwecji. Człowiek, który udowodnił, że niemożliwe nie istnieje.

Islandczycy powoli zbierali owoce rewolucji piłkarskiej jaką przeprowadzili w 2000 roku. To wtedy rodzima federacja podjęła decyzję o dofinansowaniu infrastruktury i radykalnej zmianie systemu szkolenia młodzieży. Powstały obiekty ze sztuczną nawierzchnią, pojawiły się bazy treningowe z prawdziwego zdarzenia w profesjonalnych klubach, doinwestowano też futbol amatorski. Sukcesy reprezentacji seniorskiej rozpoczęły się jednak dużo później. Po nieudanych eliminacjach Mistrzostw Europy 2012 kadrę Islandczyków przejął Lars Lagerbäck, znakomity fachowiec, były selekcjoner reprezentacji Szwecji. Kiedy obejmował drużynę, była ona w potężnym kryzysie, a w rankingu FIFA plasowała się za Lichtensteinem. Dziś jest jedną z najskuteczniej grających ekip w Europie, postrachem wielkich zespołów, czujących respekt przed rywalem z wyspy gejzerów.

- Nie wiem jaki jest sekret naszych sukcesów. Potrzebowałem grupy dobrze wyszkolonych piłkarzy i ich dostałem - powiedział Lagerbäck. - Miałem komfort czasu, nikt nie wywierał na mnie presji, mogłem pracować w spokoju. Pamiętajmy, że trafiłem na zawodników dumnych ze swojego pochodzenia, wychowanych w społeczności z wielką kulturą pracy, żyjącej w trudnych warunkach. Tam niemal od dzieciństwa każdy przyzwyczajony jest do samodzielności.

 

Lagerbäck był bliski odniesienia wielkiego sukcesu już podczas pierwszych eliminacji, w których wystąpił w roli selekcjonera Islandczyków. Przegrał jednak baraże z Chorwacją, po których z wielkim rozczarowaniem, ale i motywacją przystąpił do kolejnej misji. W ubiegłą niedzielę zakończył ją z podniesioną głową. Islandczycy awansowali na Mistrzostwa Europy we Francji wspólnie z Czechami. Dokonali to w piekielnie trudnej grupie, z zawsze mocną Turcją i klasową Holandią. Euforia w Islandii była tak wielka, że prezydent David Gunnlaugsson żartował, że 6 września zostanie ogłoszony świętem narodowym. - Szkoda, że nie mogę na jedną noc wydać dekretu, zgodnie z ktorym wszystkie bary byłby dłużej czynne - powiedziała głowa islandzkiego państwa. - To dla naszej drużyny i całego kraju coś wielkiego. Nie umiem opisać tego, co czuję. Jestem bardzo dumny z zespołu i z tego, że jestem Islandczykiem - przyznał kapitan zespołu Aron Gunnarsson.

Piłkarze Lagerbäcka spisywali się znakomicie w grupie eliminacyjnej. Dwukrotnie ograli Holandię, strzelając jej trzy bramki i nie tracąc żadnej. Pokonali Turcję, ograli także przed własną publicznością Czechów. Najwięcej bramek, bo aż 5 zdobył Gylfi Sigurdsson, zawodnik angielskiego Swansea City. Jedną z wielkich gwiazd reprezentacji jest Kolbeinn Sigthórsson, obecnie piłkarz francuskiego FC Nantes.

Przed fanami futbolu z Islandii piękne miesiące. Futbol w ich kraju uprawia ok. 20 tys. ludzi. Dla przykładu w Niemczech, prawie 7 mln. Na takich samych zasadach jednak ich zespół będzie uczestniczył w przyszłorocznych Mistrzostwach Europy, które będą dla nich największą przygodą w życiu i poczuciem wielkiej dumy. Piłkarze z nordyckiej wyspy dokonali rzeczy niemożliwej.