Kraków wita siatkarzy


Od dziś aż do niedzieli Kraków będzie gościł najlepszych siatkarzy sześciu czołowych reprezentacji globu. Przed nami finały Ligi Światowej. W akcji nie zabraknie oczywiście Polaków, którzy jako gospodarze, spróbują powtórzyć swój sukces z Sofii z 2012 roku. W grupie biało-czerwoni zmierzą się z broniącą tytułu Francją (dziś) i Serbią (jutro).

Final Six Ligi Światowej – sprawdź kursy
Faworytem nr 1 krakowskiego turnieju są Brazylijczycy, którzy bezskutecznie próbują wrócić na tron Ligi Światowej od 2011 roku. Wtedy ich hegemonia (8 zwycięstw w 10 lat) została przerwana na dobre. W 2011 roku w Trójmieście wygrali Rosjanie, rok później w Sofii Polacy, a kolejne triumfy zgarniali znów Rosjanie, Amerykanie i ostatnio Francuzi. Brazylijczycy trzykrotnie przegrywali mecze finałowe, a przed rokiem w roli gospodarza nie wyszli nawet z grupy przez bilans małych punktów! O mobilizację w szeregach „Canarinhos” można być więc spokojnym, a kurs na ich końcowy sukces wynosi 2.00.

Dla prawie wszystkich drużyn startujących w krakowskim Final Six impreza jest nie tylko celem, ale także próbą generalną przed jeszcze ważniejszym turniejem – Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janeiro. Jedynie czwartkowy rywal Polaków, Serbia, nie zakwalifikowała się z tego grona na igrzyska. Oznacza to zatem, że dla przybyszów z Bałkanów to właśnie finał Ligi Światowej będzie najważniejszą imprezą w sezonie. I znów jak mantrę moglibyśmy przypomnieć zdanie o stuprocentowej mobilizacji w obozie Serbów. Z czysto sportowych pobudek zespół Plavi nie jest jednak faworytem – wydaje się, że nieco silniejsze personalnie są ekipy Francji i Polski, z którymi Serbom przyjdzie rywalizować o wyjście z grupy.

W drugiej z grup obok Brazylii obejrzymy Stany Zjednoczone i Włochy. To także bardzo mocne zestawienie, a system małych trzyzespołowych grup oznacza, że każde spotkanie, a nawet każdy set ma kluczową wartość. Przekonali się o tym w zeszłym roku Brazylijczycy. Teraz mogą wynagrodzić kibicom ostatnie, mniej tłuste lata. Powrót na szczyt w Lidze Światowej, a potem złoty medal olimpijski u siebie? To byłoby coś. Na początek trzeba jednak wygrać z Włochami, a ten mecz już dziś (w środę) o 17.30.

Jak w tym wszystkim pokażą się Polacy, którzy tylko w raz w historii Ligi Światowej sięgnęli po złoto? Poza tym biało-czerwoni mogą pochwalić się jednym brązowym medalem tej imprezy, zdobytym w 2011 roku u siebie. Liga Światowa nie była nigdy domeną naszej drużyny, ale pod wodzą Stephana Antigi nasi siatkarze zdobyli mistrzostwo świata i teraz skala oczekiwań wobec nich jest zupełnie inna.

Obecna reprezentacja Polski nie przypomina już tamtej, która w 2014 roku potrafiła na własnym terenie wygrać złoto siatkarskiego mundialu. Nie ma już Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego, Pawła Zagumnego czy Krzysztofa Ignaczaka. To wszystko odbija się na jakości gry. Mistrzostwa Europy Polacy zakończyli bez sukcesu, a walka o kwalifikację olimpijską przedłużyła się do granic możliwości. W końcu rzutem na taśmę awans udało się uzyskać i był to awans ze wszech miar zasłużony. Antiga nadal sprawia wrażenie faceta, który wie jak poprowadzić ten zespół do sukcesów, ale ewidentnie brakuje mu na boisku takiej jakości, jaką dawali wymienieni już nieobecni. Jeśli w 2016 roku nie uda się podbić finałów Ligi Światowej, a przede wszystkim Igrzysk Olimpijskich, będzie już można mówić o wielkich nieobecnych. Kurs na wygraną Polski w krakowskim turnieju wynosi 7.50.

Ze względu na igrzyska tegoroczne kwalifikacje do turnieju głównego Ligi Światowej były mocno skrócone. Władzie światowej siatkówki ustaliły ekspresowy system eliminacyjny, w którym grali również Polacy, choć niezależnie od osiągniętych wyników, mieli w garści awans do finałów. Trener Antiga wykorzystał okazję do przetestowania kilku zawodników, którzy dopiero pukają do reprezentacji, a także dał pograć w znacznie większym wymiarze rezerwowym. Biało-czerwoni przegrywali większość spotkań, kończąc rywalizację dopiero na 10. miejscu. Nie miało to jednak żadnego konkretnego znaczenia, a może się jeszcze okazać, że był to znakomity manewr Antigi.

Wypoczęci zawodnicy, świadomy swojej kadrowej szkoleniowiec i niesamowita polska publiczność, która ma pociągnąć swoich ulubieńców do jeszcze lepszej gry. Nie mamy żadnej pewności, że to będzie nasz turniej, ale są ku temu poważne przesłanki. A Francja, z którą rozpoczynamy dziś rywalizację, musi mieć w pamięci przegrany ostatnio 2:3 mecz w turnieju kwalifikacyjnym do IO. „Trójkolorowi” prowadzili już 2:0, mieli piłki meczowe, a potem przegrali spotkanie… Czy dziś znów wygramy 3:2? Kurs wynosi 5.25.