Mały Harry Potter. Kim jest Miralem Pjanić?


Historia Miralema Pjanicia to opowieść o zaskakująco skromnym, szczerym i dojrzałym mężczyźnie, którego szczeniacki wygląd fałszuje jego prawdziwe oblicze. Bośniak to 40-latek zamknięty w ciele 25-letniego piłkarza o trudnej przeszłości i wielkim instynkcie samozachowawczym. W piątek pokieruje swoją drużyną narodowa w pierwszym meczu barażowym o Euro 2016 z Irlandią. Na turnieju chce zagrać za wszelką cenę. Francja to jego drugi dom.

Pjanić jest dzieckiem wojny, urodzonym na pograniczu dzisiejszej Bośni i Serbii, w samym sercu Bałkanów. Nie pamięta dantejskich scen walk czy huku bomb spadających na jego miasto. Nie pamięta interwencji serbskiej w Zvorniku i ludobójstwa na muzułmanach. Nie pamięta tułaczki rodziny, która decyzją ojca wyjechała z ziemi zapewniającej tylko śmierć. Nie pamięta starego, opuszczonego mieszkania w Tuluzie ze zdezelowanym dachem, w którym tymczasowo mieszkał jako niemowlę. Nie ma prawa pamiętać pobytu w Amsterdamie i Utrechcie. Do czasu stałego osiedlenia w Luksemburgu nie pamięta nic. O olbrzymiej tragedii jaka spotkała jego ojczyznę, dowie się po raz pierwszy w 1996 roku. Wróci do Zvornika i w wolnym mieście zobaczy na ulicy stacjonujące amerykańskie czołgi. Oczywiście będzie za mały, by wszystko zrozumieć.

Ojciec Miralema, Fahurdin ocali rodzinę, ale nie znajdzie szczęścia w Luksemburgu. W byłej Jugosławii kopie piłkę w drugiej lidze, jest solidnym obrońcą z perspektywą gry w średnim klubie ekstraklasy. W nowej miejscu nie ma szans na wznowienie kariery. Zajmuje się zarabianiem pieniędzy na utrzymanie niewielkiej rodziny. Ma dobre intencje, a one zazwyczaj zostają wynagrodzone. Kiedy widzi czteroletniego Miralema bawiącego się piłką, wie, że to ktoś stworzony do tej gry. - To może komuś wydawać się bzdurą, ale on miał piłkę przyklejoną do nogi. Ona go po prostu słuchała. Oniemiałem - wspomni po latach. To piękna wypowiedź, uzmysławiająca wszystkim zachwycającym się grą Pjanicia, że on się z tym urodził. Przez kolejne lata tylko to udoskonalił.

W jego pierwszym klubie FC Schifflange są zakochani w nim od pierwszego wejrzenia. Trenerzy nazywają go magnesem, bo kiedy biega, piłka nie odrywa się od jego nogi. Jest genialny, ale ma wady. Często choruje, jest najniższy i najszczuplejszy w grupie. Łatwo go przewrócić, zniechęcić do gry. Często płacze, choć powoli się hartuje. Po siedmiu latach w FC Schifflange jest tak dobry, że aż żal patrzeć jak marnuje swój potencjał pośród innych, stokrotnie gorszych od niego rówieśników. Wyjeżdża do Francji do FC Metz. Jest przeszczęśliwy. Naciska przycisk z napisem "TURBO". Jego kariera przyspiesza.

Komentator francuski opisujący jego mecz po latach powie: ten dzieciak ma coś z Messiego! Rozkwita z dala od zgiełku Paryża czy Lyonu. Jego charyzmatyczny trener Francis de Taddeo jest nim zauroczony. Trafia do znakomitej szkółki piłkarskiej. Pierwsza drużyna Metz gra różnie, cierpi na efekt jo-jo. Spada do Ligue 2, po roku wraca do elity, po czym znowu zalicza degradację. Miralem zakłada koszulkę reprezentacji Luksemburga U-18 i rozgrywa spotkanie z Belgią zakończone wynikiem 5:5. Strzela cztery gole, zalicza jedną asystę. Bośniacy szybko dowiadują się o jego wyczynach. Prezydent Bośniackiej Federacji Piłkarskiej poci się z nerwów, ale otrzymuje od ojca Miralema zapewnienie: jego serce bije tylko dla jednego kraju. Bądź spokojny. Z kolei obecny na meczu De Taddeo daje słowo Fahurdinowi: zadebiutuje w pierwszej drużynie w meczu z PSG.

Debiut marzeń. 17-latek mierzy się z legendarnym klubem. Pod koniec sezonu ma 38 występów na koncie we wszystkich rozgrywkach i pięć goli. Jedną bramkę strzela w sposób niepojęty. Robi "sombrero" bramkarzowi, po czym czeka na niego, drybluje i trafia do pustej bramki. Kibice szaleją, ojciec płacze z radości. Na koniec sezonu płaczą wszyscy, ale już z rozpaczy. Metz wygrywa tylko sześć meczów i z 29 punktami na koncie spada do Ligue 2. Miralem nie może otrząsnąć się przez kilka dni. - Już wtedy wiedziałem o ofercie Lyonu. Wiedziałem, że jeśli unikniemy degradacji, to będę mógł zostać w Metz. Uwielbiałem to miasto, przyjaciół, kolegów z drużyny i trenera. Ale najlepszym rozwiązaniem dla mnie i dla klubu był transfer. Podpisałem kontrakt w Lyonie.

W nowym klubie trafia pod skrzydła maestro Juninho Pernambucano, który szkoli go na swojego następcę. Genialny Brazylijczyk uczy go wykonywania stałych fragmentów gry, przekazuje swoje najcenniejsze uwagi i zdradza sekret spadającego liścia (niesamowitego sposobu kopania piłki przy rzutach wolnych). Miralem rozwija się spokojnie, ale burza nadchodzi. Francuzi chcą go w swojej reprezentacji. Raymond Domenech nakłania go do oficjalnego debiutu, mamiąc grą z najlepszymi piłkarzami na świecie. Dziennikarze nie dają spokoju. Pjanić nie wie co robić, ma luksemburski i francuski paszport. Ojciec przypomina mu, że obaj dali słowo Bośni. Odrzucają ofertę Francuzów. Domenech przeżywa ciężki okres. Kilka miesięcy wcześniej "nie" powiedział mu urodzony w Brescie Gonzalo Higuain, który wybrał Argentynę.

Po odejściu Juninho do Nowego Jorku nie ma oporów, by przejąć po nim numer 8. Najlepszy mecz rozgrywa w Lidze Mistrzów. Jest 1/8 finału. Lyon po zwycięstwie 1:0 w pierwszym spotkaniu z Realem Madryt, przyjeżdża na Santiago Bernabeu. Królewscy prowadzą po trafieniu Cristiano Ronaldo, ale grający po mistrzowsku tego wieczora Pjanić wyrównuje. Do końca meczu wynik nie ulega zmianie. Koszmarny dla Los Blancos Lyon znowu jest górą. W ćwierćfinale Olympique ogra Bordeaux, a walkę o finał przegra z Bayerenem Monachium. Kilka miesięcy później prezydent klubu Jean Michel Aulas wpadnie na pomysł, którego będzie żałował przez lata. Kupi za ponad 20 mln euro Yoanna Gourcuffa z Girondins Bordeaux. Dla Pjanicia zabraknie miejsca w drużynie, więc sprzeda go za 11 mln euro do Romy. Zapłacze nad tym nie raz.

W Romie ma trenera, który jest w nim zakochany. Luis Enrique nieudolnie próbuje przenieść na włoski teren system gry Barcelony. Buduje drużynę wokół Pjanicia, ale Rzymianie prezentują się fatalnie. Stery w drużynie przejmuje charyzmatyczny Zdenek Zeman, który ma zupełnie inne zdanie o Bosniaku od "Lucho". Czech pracuje w Wiecznym Mieście ledwie rok. Zastępuje go młody wilk Rudi Garcia. Były trener Lille, który z klubu z północnej Francji stworzył supermaszynę napędzaną przez Edena Hazarda, Gervinho i Moussę Sow. Wraca do koncepcji z Pjaniciem jako centralną postacią w drużynie. Ten odwdzięcza mu się znakomitą postawą. Strzela aż 10 goli w Serie A bezpośrednio z rzutów wolnych. Za cel stawia sobie pobicie rekordu Sinisy Mihajlovicia. Po odejściu Andrei Pirlo jest najlepszym wykonawcą stałych fragmentów gry na Półwyspie Apenińskim. Dziennikarze "La Gazzetty dello Sport" nazywają go "Małym Harrym Potterem”. Ci z "Corriere dello Sport" piszą o nim "Mały Książę".

W reprezentacji Bośni i Hercegowiny zagra po raz pierwszy w 2008 roku. Wystąpi na jednym wielkim turnieju. Na Mundialu w Brazylii strzeli nawet gola Iranowi, ale to nie pomoże jego drużynie, która nie wyjdzie z grupy. W piątek wystąpi w pierwszym meczu barażowym o Euro 2016 z Irlandią. Francja czeka na niego z otwartymi ramionami. Jeśli wywalczy awans, być może zagra na ultranowoczesnym OL Land, nowym stadionie Lyonu, na którym odbędą się mecze przyszłorocznego turnieju. Byłby to dla niego magiczny powrót kraju, który jak mówi - jest numerem dwa w jego sercu.