Poszkocki remanent


Reprezentacja Polski w dramatycznych okolicznościach zremisowała w Glasgow ze Szkocją 2:2 i przed ostatnim spotkaniem eliminacji EURO 2016 z Irlandią w Warszawie (niedziela, godz. 20:45) jest w dobrej sytuacji. Biało-czerwonym awans zapewni zwycięstwo lub remis 0:0 bądź 1:1. Podział punktów przy wyniku 2:2 albo wyższym będzie oznaczał konieczność walki o wyjazd na turniej do Francji w barażach.

Co wiemy o zespole selekcjonera Adama Nawałki przed kluczowym starciem kwalifikacji? Przede wszystkim, że wreszcie mamy w zespole gwiazdę światowego formatu, która w kadrze gra tak, jak w klubie. Obecnie Robert Lewandowski jest dla Polski tym, kim dla Szwecji Zlatan Ibrahimović lub dla Portugalii Cristiano Ronaldo. Jak mityczny Atlas podtrzymywał sklepienie niebieskie, tak „Lewy” dźwiga reprezentację.

W Glasgow był zdecydowanie najlepszym naszym zawodnikiem, harował na całym boisku, ciągnął grę w ofensywie, radził sobie z dwoma, trzema Szkotami jednocześnie. Wkład 27-letniego napastnika we wczorajszy sukces najlepiej oddaje sytuacja z 83. minuty, kiedy Grzegorz Krychowiak faulował mniej więcej 30 metrów od naszej bramki Stevena Naismitha. Kto obok pomocnik Sevilli walczył ze Szkotem o piłkę, mimo że akcja toczyła się przed naszym polem karnym? Napastnik Lewandowski. Jeżeli w 94. minucie ktoś mógł dobiec do piłki turlającej się wzdłuż linii bramkowej gospodarzy, to musiał być „Lewy”.

Jakkolwiek nie skończyłyby się eliminację EURO 2016 jedno jest pewne – Lewandowski w żadnym wypadku nie jest jak Krzysztof Warzycha, który nie potrafił przełożyć występów w klubie na reprezentację i do którego często porównywano „Lewego”.

Drugim pozytywem przed niedzielnym meczem na Stadionie Narodowym jest postawa Michała Pazdana i Krzysztofa Mączyńskiego. Ludzie, których Nawałka „wymyślił” dla kadry, na boisku potwierdzają, że selekcjoner miał rację, co do ich przydatności. Szczególnie powołania pomocnika Wisły budziły kontrowersje i do wczoraj Nawałka prawdopodobnie był jedynym Polakiem, który w środku pola postawiłby właśnie na 28-latka. Tymczasem na Hampden Park Mączyński zagrał rewelacyjnie, lepiej od niego zaprezentował się tylko Lewandowski. Środkowy pomocnik przyćmił cieszącego się dużo większą renomą Krychowiaka. Zawodnik „Białej Gwiazdy” grał tak dobrze, że pół żartem, pół serio można stwierdzić, iż nawet jako dziecko na krakowskim podwórku nie był tak znacząco lepszy od kolegów z zespołu.

Brawa należą się także Kamilowi Glikowi. Obrońca Torino w trakcie eliminacji nie tylko nie zatracił nietuzinkowych walorów defensywnych, lecz także zyskał umiejętność rozegrania akcji. 27-latek w takiej formie poradziłby sobie w każdej lidze świata.

Łyżką dziegciu w beczce miodu Nawałki są Kamil Grosicki i – mimo wszystko – powołania. Pomocnik Rennes gra jak skrzydłowy sprzed kilkudziesięciu lat – biegnie z pochyloną głową pod linię końcową i nie patrząc, gdzie są koledzy, kopie na ślepo piłkę w pole karne. Poza Gibraltarem przydał się raz – w rewanżu z Niemcami, a wczoraj raził bezmyślnością, która kosztowała nas utratę drugiej bramki. To właśnie 27-letni skrzydłowy źle rozegrał piłkę na naszej połowie, dzięki czemu Steven Fletcher mógł pokonać Łukasza Fabiańskiego.

Słabo grającego, choć przynajmniej walczącego do upadłego Grosickiego, nie miał kto zmienić, bo Nawałka powołał tych, których wzywał przez całe eliminację, bez względu na ich dyspozycję. Sławomir Peszko (siedział na trybunach) czy Sebastian Mila nie mieszczą się w podstawowym składzie Lechii Gdańsk, ale wg selekcjonera zasługują na obecność w kadrze narodowej. Z tego powodu w czwartek mimo że przegrywaliśmy 1:2, na boisko wchodzili zawodnicy defensywni – Jakub Wawrzyniak, Paweł Olkowski i Tomasz Jodłowiec. Nawałka nie miał kim ratować wyniku.

Niemniej selekcjonerowi znowu dopisało szczęście i pozostaje wierzyć, że przynajmniej do późnych godzin niedzielnych go nie opuści.