Kamil Wilczek po debiucie w Serie A


– Nie chcę siedzieć na ławce rezerwowych i zamierzam wywalczyć miejsce w pierwszym składzie – mówił Kamil Wilczek, zawodnik włoskiego Carpi przed meczem z Interem Mediolan. Polak zagrał w podstawowej jedenastce, ale nie strzelił gola i został zmieniony w 66. minucie, a jego Capri uległo „Nerrazzurim” 1:2.

Były napastnik Piasta Gliwice przeżywa najlepszy okres w karierze. W poprzednim sezonie zdobył koronę króla strzelców Ekstraklasy i zapracował na powołanie do reprezentacji Polski na dwa najbliższe mecze z Niemcami i Gibraltarem. – Nie pojadę na zgrupowanie tylko po to, by siedzieć na ławce rezerwowych. Chcę zadebiutować w biało-czerwonych barwach – powiedział Wilczek.

Po fantastycznym sezonie w Ekstraklasie wydawało się, że napastnik nie trafi do klubu Serie A. Wybrał jednak ofertę Carpi, odrzucając wiele propozycji klubów skandynawskich czy belgijskich. – Przede wszystkim czekałem na szansę gry w jednej z najlepszych lig świata. Wiedziałem, że nie trafię do klubu z czołówki, ale to nie było istotne. Ważne, że będę mógł występować przeciwko takim drużynom jak Inter, Milan, Juventus czy Roma.

Bardzo duży wpływ na decyzję Wilczka miał jego wieloletni przyjaciel Kamil Glilk. – Znamy się od dzieciństwa. Razem w młodym wieku wyjechaliśmy do Hiszpanii, później razem graliśmy w Piaście Gliwice. Zadzwoniłem do Kamila przed transferem do Carpi, zapytałem go opinię. Powiedział, żebym się nie zastanawiał.

Wilczek trafił do absolutnego beniaminka Serie A. Dla Carpi zderzenie z krajową czołówką było bardzo bolesne. Na inaugurację rozgrywek drużyna z północnej części Włoch przegrała z Sampdorią aż 1:5. Polak zadebiutował w lidze, pojawiając się na boisku w 59. minucie. – To był dla nas szok, ale nie możemy się załamywać. Na pewno jesteśmy bogatsi w doświadczenie i nie padniemy przed Interem na kolana. Chcemy podążać drogą Sassuolo, które jest małym klubem, a ostatnio pokonało Napoli. Oni świetnie radzą sobie w lidze od trzech lat – zapowiadał były snajper Piasta.

I faktycznie, beniaminek napsuł sporo krwi faworytowi, który dopiero w samej końcówce, po bramce Stevana Joveticia z rzutu karnego zapewnił sobie zwycięstwo 2:1.

Wilczek jeszcze nie zaaklimatyzował się w nowym klubie, kraju i lidze. – Wciąż czekam na przyjazd mojej rodziny. Nie wybrałem domu, na razie mieszkam w hotelu. Ale Carpi to fantastyczne miejsce do życia, bardzo mi się tu podoba. Kibice przyjęli mnie bardzo ciepło. Nazywają mnie „piccolo lupo” (mały wilk) – śmieje się napastnik.

Starcie z Interem było dla Wilczka jednym z najważniejszych doświadczeń w karierze. Zespół z Mediolanu wzmocnił się wieloma zawodnikami. Pozyskał Geoffreya Kondogbię, wspominanego Joveticia czy wspaniałego defensora Joao Mirandę, który mocno dał się we znaki Polakowi. Jeszcze niedawno Brazylijczyk grał w finale Champions League w barwach Atletico, gdzie musiał powstrzymywać m.in. Cristiano Ronaldo. Kolejnym ligowym rywalem Capri będzie Palermo. Mecz zaplanowany jest na niedzielę 13 września.

Kursy na Serie A - sprawdź