Valbuena - przykład niesprawiedliwości


Pamiętacie przywitanie Luisa Figo na Camp Nou krótko po transferze z Barcelony do Realu Madryt? Flagi z podobizną Portugalczyka i napisem Judasz, butelki wina rzucane w jego kierunku czy łeb świni, który wylądował na murawie? Podobnie było minionej niedzieli na Stade Velodrome w Marsylii. Tak kibice l'OM przywitali Mathieu Valbuenę, ich byłego piłkarza, obecnie zawodnika Olympique Lyon.

Sędzia Ruddy Buquet przerwał mecz w drugiej połowie w trosce o bezpieczeństwo graczy, a francuski pomocnik przeżył jeden z najgorszych wieczorów w karierze. Czy słusznie? Odpowiedź może być tylko jedna: nie. Po kompletnie nieudanej przygodzie w Spartaku Moskwa, Valbuena chciał za wszelką cenę wrócić do Francji przed wygaśnięciem kontraktu. Kierunek był tylko jeden: Marsylia. Tyle, że targany kryzysem finansowym klub nie był w stanie wyłożyć za filigranowego gracza (163 cm) 5 milionów euro. Rosjanie odrzucili ofertę wypożyczenia, więc do gry włączył się Lyon i wykupił skrzydłowego. I to zdaniem najbardziej fanatycznych sympatyków l'OM niewybaczalna zdrada.

Kukła Valbueny zawisła na szubienicy na trybunie gdzie doping prowadzą skrajnie ortodoksyjni kibice. To był potworny widok, zdaniem trenera Lyonu Huberta Fourniera "hańbiący czyn, godny pogardy i potępienia". Nie lepiej było na murawie. Wprawdzie przed meczem Valbuena wszedł do szatni gospodarzy, przywitał się serdecznie z dawnymi kolegami z boiska, ale trochę później zwijał się z bólu, kiedy rozpoczęło się polowanie na jego kości. Jeszcze w pierwszej połowie za brutalny faul na Francuzie czerwoną kartkę zobaczył Romain Alessandrini.

Valbuena cierpiał niesłusznie. W czasach gry w l'OM był ulubieńcem fanów, człowiekiem zawsze zostawiającym serce na murawie, niezwykle walecznym i błyskotliwym. To on strzelił fenomenalnego gola na Anfield w Liverpoolu dając francuskiej drużynie pierwsze zwycięstwo w historii na legendarnym stadionie. To on prowadził zespół Didiera Deschampsa do tytułu mistrzowskiego w 2010 roku. Nigdy nie odpuszczał, zawsze dawał z siebie wszystko. Odszedł do Spartaka Moskwa, bo taka była wola klubu. A później, kiedy chciał do niego wrócić, Marsylia nie była w stanie wysłupać 5 mln euro na transfer. Co ciekawe, niedawno prezes klubu Vincent Labrune chwalił się, że bilans mercato jest niezwykle korzystny dla l'OM (40 mln euro zysku).

Historia Valbueny, to przykład niesprawiedliwości i niesłusznego traktowania znakomitego piłkarza w stylu ze wszech miar hańbiącym. Kiedy kieszonkowy piłkarz wykonywał rzuty rożne, w jego stronę leciały butelki po piwie, plastikowe kubki, zapalniczki czy części kartoniady. Sędzia przerwał mecz na 20 minut, a później, kiedy Valbuena wykonywał rzuty rożne, wokół niego pojawiał się kordon służb porządkowych z tarczami. Obrazek niespotykany i oddający absurd całego zdarzenia.

Marsylia nie uniknie kar. Klub z pewnością zapłaci za skandaliczne zachowanie swoich kibiców. W najbliższej kolejce Ligue 1 piłkarze Michela zagrają z Angers. Kibice Marsylii mogą tego nie zobaczyć.