ATP Paryż: Przysiężny vs Gicquel


Michał Przysiężny w tym sezonie grał całkiem nieźle, wygrał Challenger we Włoszech, odniósł kilka fajnych wyników i awansował na 133. miejsce w rankingu ATP. W Paryżu pokonał kolejno Arnau Bruguesa Davi, Martina Fischera i Rhyne Williamsa 6:4, 6:4. Na wimbledońskiej trawie rozprawił się z Dusanem Lojdą, Samuelem Grothem i Danielem Munozem de la Nava. Losowanie było dla Polaka raczej pomyślne.

Spotkanie z Philippem Petzschnerem na Wimbledonie okazało się łatwiejsze niż można było przypuszczać.  Z Kevinem Andersonem Polak już nie miał większych szans, ale rezultat ten pozwolił mu zbliżyć się do Top 100, zapewnił start w US Open bez konieczności gry w eliminacjach, co mimo wszystko jest bardzo ważne.

Przysiężny grał jeszcze w Newport, Bogocie oraz Challengerze w Kazaniu, niestety w tym ostatnim turnieju mając szansę na dobry rezultat, musiał się wycofać z powodu choroby. Wrócił do kraju, potrenował i powalczył z Julienem Benneteau na US Open, niestety, więcej niż seta ugrać mu się nie udało. Polak został powołany do kadry Pucharu Davisa, w ostatniej chwili w miejsce Jerzego Janowicza, przez co musiał zrezygnować z Challengera w St. Remy. Po porażce z Bernardem Tomiciem na Torwarze, wybrał start w St. Petersburgu. Na razie poradził sobie z Albertem Ramosem i Fabio Fogninim, po kreczu Włocha na dwie piłki przed końcem meczu. W ćwierćfinale pokonał Lukasa Rosola, ale była to ciężka trzysetowa batalia. Przysiężny osiągnął tym samym pierwszy półfinał w karierze, w nim niestety uległ Ernestsowi Gulbisowi, ale po niezłym meczu.

W Kuala Lumpur polski tenisista uległ Julienowi Benneteau, a tydzień później w Tokio przegrał z Benjaminem Beckerem w eliminacjach, ale wszedł do imprezy jako szczęśliwy przegrany, pokonując w I rundzie Marcela Granollersa i przegrywając z Jarkko Nieminenem. W Szanghaju przeszedł przez eliminacje i trafił na Milosa Raonicia, walczył dzielnie, ale przegrał. Przysiężny w Walencji znów musiał grać w eliminacjach, pokonał dwóch bardzo mało znanych tenisistów, męcząc się z nimi niemiłosiernie. Niespodziewanie łatwo, bo w dwóch setach, Przysiężny uporał się z Fernando Verdasco, a następnie walczył dzielnie z Nicolasem Almagro, ale ostatecznie nie wykorzystał swoich szans.

Marc Gicquel to tenisista 36-letni, ale wciąż startujący w zawodowych imprezach. Od 2010 roku wydawało się, że zakończy karierę wkrótce, ale okazało się, przynajmniej w tym sezonie, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i nieźle radzi sobie w Challengerach. Od imprezy w Metz startował w halowych turniejach, najlepsze wyniki osiągając w Mons i Rennes - półfinały. Pokonał m.in. Dominica Thiema, Paula-Henriego Mathieu czy Tobiasa Kamke. W ostatnim swoim występie przegrał z Gregoirem Burquierem. Przed imprezą w Metz udało mu się wygrać na kortach otwartych w St.Remy, a na początku sezonu w imprezie ATP w Montpellier, ale w grze podwójnej.

Mimo tych wszystkich niezłych wyników, to tylko poziom Challengerów. Przysiężny ostatnio grywał wyłącznie w ATP i to na poziomie, na którym grają zawodnicy w Top 50. Z Gicquelem grał przed rokiem w Rennes i przegrał. Czas na rewanż!

Nasz typ: Przysiężny @1.82

ZAREJESTRUJ SIĘ i odbierz ubezpieczony zakład do 123PLN!