ATP Tokio: Finałowe starcie Raonicia z Nishikorim


Turniej w Tokio był bardzo dobrze obsadzony, choć tylko Andy Murray reprezentował ścisłą czołówkę, Novak Djoković postawił na występ w Pekinie.

Rozstawiony z numerem 1. Szkot nie miał łatwej przeprawy już od I rundy. Trafił na znakomicie serwującego Ivo Karlovicia, choć ostatecznie wygrał w dwóch setach, musiał się mocno postarać. W II rundzie szybko poradził sobie z Lukasem Lacko, by w ćwierćfinale przeciwko rozstawionemu Stanislasowi Wawrince stracić seta.

W tej połówce drabinki niewiele się działo. W drugiej ćwiartce spotkali się dwaj rozstawieni: Janko Tipsarević i Milos Raonic. Po wyrównanym trzysetowym boju, obronie piłki meczowej, Kanadyjczyk awansował do półfinału. Czekało go ciężkie zadanie, bo przecież Murray we wrześniu wygrał swój pierwszy wielkoszlemowy turniej w karierze. Raonic sprawił sporą niespodziankę, wygrał 6:3, 6:7(5), 7:6(4). - Milos grał świetnie w tym tygodniu, a dziś odniósł zwycięstwo. Starałem się grać tak, jak w Nowym Jorku, nie udało się - mówił po meczu Murray. Przebieg tego spotkania był podobny do tego, który tenisiści rozegrali na początku sezonu w Chennai, gdzie Kanadyjczyk również zwyciężył w tie breaku trzeciego seta.

W drugiej części drabinki było ciekawiej, głównie za sprawą reprezentantów gospodarzy. Występujący z dziką kartą Tatsuma Ito wyeliminował Nicolasa Almagro w I rundzie po dwóch tie breakach. Długo w turnieju nie gościł Juan Monaco, który już w II rundzie przegrał z Marcosem Baghdatisem. Cypryjczyk, którego łzy z Londynu po porażce, do dziś pamiętają kibice, bez większych problemów awansował do półfinału. W ostatniej ćwiartce dzielił i rządził Kei Nishikori. Rycerz z Kraju Kwitnącej Wiśni w II rundzie pokonał powracającego po kontuzji gracza z czołówki - Tommy'ego Robredo, a w ćwierćfinale turniejową "dwójkę" - Tomasa Berdycha. W półfinale rozprawił się szybko z Baghdatisem i awansował do finału. Seta stracił tylko na początku w meczu ze swoim rodakiem Go Soedą, a także w II rundzie z Robredo.

Japończyk ma bardzo udane ostatnie 12 miesięcy. Choć (pierwszy i) ostatni turniejowy triumf odniósł w 2008 roku w Delray Beach, od tego czasu najbliżej był w Bazylei rok temu, gdzie pokonał Novaka Djokovicia w półfinale, by następnego dnia z Rogerem Federerem wywalczyć tylko cztery gemy. W tym sezonie zanotował ćwierćfinał Australian Open, półfinał w Kuala Lumpur i jeszcze kilka ćwierćfinałów w mniejszych turniejach. Osiągnięcie finału w Tokio jest więc dla niego drugim najlepszym występem w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Milos Raonic w japońskiej stolicy postara się wywalczyć trzeci tytuł w tym sezonie po Chennai i San Jose. Bliski uczynienia tego był jeszcze w Memphis. Przed tygodniem w Bangkoku przegrał z Jarkko Nieminenem i nic nie wskazywało na to, że jego forma tak wzrośnie w ciągu kilku dni. Kanadyjczyk powalczy więc o trzeci triumf w sezonie oraz czwarty w karierze.

Choć obu zawodników dzieli zaledwie rok różnicy, nigdy nie spotkali się na korcie w profesjonalnym cyklu. Obaj są okrzyknięci wielkimi talentami i nadziejami, już nie tylko w swoich krajach, ale i na świecie. Równiej w tym sezonie prezentuje się Raonic, w zwycięstwie nad Murrayem nie przeszkodził mu fakt, że dzień wcześniej rozgrywał równie długi i męczący mecz z Tipsareviciem. Nishikori gra u siebie, niesiony dopingiem publiczności, na pewno łatwo się nie podda.

Unibet proponuje kurs 1.78 na typ powyżej 23.5 gemów w meczu oraz na zwycięstwo Raonicia 1.65.