Challenger Liberec: Panfil i inni


Grzegorz Panfil jest czwartą rakietą kraju od kilku tygodni i wciąż pnie się w górę. Po dobrym występie w Poznaniu przeniósł się do Tampere, gdzie nie miał szczęścia w losowaniu i trafił na rozstawionego z numerem 2. Jesse Huta Galunga. Holender wykazał się doświadczeniem w najważniejszych momentach i to było kluczem do sukcesu. Zabrzanin nie zraził się i wybrał Liberec jako kolejny cel, tu musiał przebijać się przez eliminacje, choć  był drugim rezerwowym. Z małymi problemami przeszedł je i trafił na rozstawionego z numerem 8. Bjoerna Phaua. To nie jest złe losowanie, bowiem Niemiec zupełnie jest bez formy. W Poznaniu udało mu się wygrać jeden mecz, ale było to spotkanie brzydkie, bez fajerwerek, a w 1/8 finału Damir Dzumhur nie dał mu nawet szansy na nawiązanie walki. Panfil w ćwierćfinale grał właśnie z Bośniakiem i choć nie był to jego najlepszy mecz, urwał łącznie osiem gemów. Zdaje się, że Polak nie stoi na straconej pozycji.

Ciekawie zapowiada się rywalizacja Edwarda Corrie oraz Simone Vagnozziego. Włoch gra w kratkę, jakby wybierając sobie turnieje, w których jest przejazdem, a te, w których gra na poważnie. Jego rywal pochodzi z Wielkiej Brytanii i także musiał przebijać się przez eliminacje, co udało mu się całkiem szybko. Być może przybysz z wysp, gdzie na kortach ziemnych się nie grywa, sprawi niespodziankę?

Różnie może być także w meczu Ivana Sergeyeva z Michalem Konecnym. Czecha można było oglądać w Bytomiu przed rokiem i głośniej od niego zachowywała się jego mama-trenerka. Czeski tenisista dysponuje dobrym serwisem i czuciem piłki przy siatce. Sergeyev bazuje głównie na sile, ale często brak mu uderzenia kończącego. W tym wypadku niespodzianka w postaci wygranej zawodnika gospodarzy nie będzie aż tak duża.

ZAREJESTRUJ SIĘ i odbierz ubezpieczony zakład do 123PLN!