Dwa tygodnie na londyńskiej trawie


W poniedziałek startuje trzeci wielkoszlemowy turniej w roku – bodaj najbardziej prestiżowy. Na londyńskiej trawie Wimbledonu czeka nas arcyciekawa rywalizacja, zarówno w turnieju panów, jak i pań. Tegoroczny sezon jest w ogóle niesamowicie interesujący. Do głosu wśród mężczyzn doszły „odkurzone” legendy w osobach Rogera Federera i Rafaela Nadala. Wśród kobiet najwięcej „fermentu” wywołała ciąża Sereny Williams. Amerykanka musiała przerwać karierę, a cała czołówka jest teraz bardzo wyrównana i wskazanie zwyciężczyni to karkołomne zadanie.

Wimbledon – turniej panów
Rok temu nie do pomyślenia było, że po Australian Open i French Open zwycięstwami pochwalić się będą mogli Federer i Nadal. Ten drugi zresztą w Australii przegrał w finale. Dwaj wybitni tenisiści mieli w ostatnich sezonach swoje problemy, głównie zdrowotne. Federer wciąż utrzymywał się w czołówce, ale nie wygrywał najważniejszych imprez, gdzie musiała uznawać wyższość Novaka Djokovicia czy choćby Andy’ego Murray’a. Po ubiegłorocznym Wimbledonie Szwajcar zrezygnował z gry w dalszej części sezonu – wyleczył powracające urazy i powrócił do gry ze startem sezonu 2017. Powrócił w niesamowitym stylu. Wygrał Australian Open i kilka mniejszych turniejów, a następnie odpoczął, odpuszczając sobie udział w imprezach na kortach ziemnych. W jego wieku takie umiejętne kierowanie kalendarzem startów to kluczowa sprawa. Teraz „Król Roger” jest faworytem numer 1 swojego ulubionego turnieju. Federer wygrywał Wimbledon siedem razy, a w finale meldował się dziesięciokrotnie. W 2008 w meczu o zwycięstwo turniejowe musiał uznać wyższość Nadala, a mecz ten do tej pory uznawany jest za jeden z najwspanialszych w historii. W latach 2014 i 2015 w finałach Federer ulegał Djokoviciowi. 14 lat po pierwszym sukcesie na wimbledońskich kortach, kurs na kolejne zwycięstwo Rogera, które byłoby jego 19. wielkoszlemowym tytułem, wynosi 3.25.

Nadal rozniósł w pył swój ukochany turniej na kortach Rolanda Garrosa, wygrywając go bez straty seta. Wimbledon to jednak inna bajka – tu przez lata dominował Federer, choć przecież Hiszpan także dwukrotnie potrafił sięgać po zwycięstwa (2008 i 2010). W sumie leworęczny maestro ma już 15. zwycięstw w Wielkim Szlemie i w historii tej dyscypliny ustępuje tylko Federerowi. Nadal jest jednak pięć lat młodszy i jeśli będzie się utrzymywał w tak znakomitej formie, ma jeszcze szanse przeskoczyć mistrza z Bazylei i stać się najwybitniejszym tenisistą w dziejach. Przynajmniej ze statystycznego punktu widzenia. Turniejowa drabinka Wimbledonu 2017 jest taka, że do ewentualnego starcia gigantów może dojść dopiero w finale. I na to z pewnością liczą fani tenisa, bo już australijski finał w tym roku pokazał, że obaj panowie wciąż potrafią grać w sposób absolutnie genialne, tworząc epickie pojedynki. Nadal wygrywający Wimbledon po kursie 5.50.

Oczywiście w gronie kandydatów do zwycięstwa nie może zabraknąć triumfatorów turnieju z lat ubiegłych – Murray’a (2016) i Djokovicia (2011, 2014 i 2015). Serb jest obecnie w dołku formy, ale to wciąż znakomity zawodnik i na pewno nie powiedział jeszcze ostatnie słowa. Jest rok młodszy od Nadala i sześć od Federera. Jeśli opanuje kryzys, to z pewnością jego licznik wielkoszlemowych tytułów nie zatrzyma się na aktualnej liczbie 12. Pewne jest to, że triumf kogoś spoza wielkiej czwórki byłby dużego kalibru niespodzianką.

Wimbledon – turniej pań
O absencji Sereny Williams, zwyciężczyni z ubiegłego roku i siedmiokrotnej triumfatorki turnieju, zdążyliśmy już wspomnieć. Amerykanka niedługo zostanie szczęśliwą mamą. W Wimbledonie 2017 nie zagra także Maria Szarapowa. Rosjanka wróciła już do gry po dopingowej karencji, ale z gry w Londynie wykluczyła ją kontuzja. Po raz ostatni obydwu zawodniczek (Williams i Szarapowej) zabrakło na wimbledońskiej trawie w 1999 roku. Bez Amerykanki i Rosjanki światowy top tenisa kobiet stał się nieprawdopodobnie wyrównany.

Wiele wskazuje jednak na to, że radość z sukcesu w Wimbledonie 2017 będzie sprawą czeską. Za dwie największe faworytki uchodzą bowiem Petra Kvitova 5.00 i Karolina Pliskova 5.50. Kvitova zna smak wimbledońskiego triumfu – wygrywała tu w latach 2011 i 2014. Pliskova w Londynie odpadała najdalej w II rundzie, a w karierze nie wygrała jeszcze żadnego z czterech największych turniejów. Najbliżej była rok temu, kiedy w US Open doszła do finału. Jest jednak w dobrej formie i wielu twierdzi, że teraz przełamie swoją niemoc w legendarnym turnieju w The Championships.

Majowy French Open pokazał jednak, że turniej kobiet równie dobrze może zakończyć się sporą sensacją. Przypomnijmy, że na paryskiej mączce zwyciężyła Jelena Ostapenka, łotewska zawodniczka, która nie była nawet rozstawiona w turniejowej drabince! Jeśli 20-letniej pretendentce uda się powtórzyć sukces także w Londynie, zgarniemy kurs 17.00.

Niestety, słabsza forma Agnieszki Radwańskiej w ostatnich miesiącach wpływa na notowania kursowe. Już w I rundzie Polkę czeka trudna przeprawa – mecz z Jeleną Janković. Tu „Isia” jest jeszcze faworytką. Tylko niepoprawni optymiści wierzą jednak w turniejowy sukces Radwańskiej.