Niegościnne Amerykanki


Scenariusz w którym pod nieobecność będącej w ciąży Sereny Williams do półfinałów US Open awansują cztery Amerykanki wydawał się przed startem turnieju mocno abstrakcyjny. Tymczasem fakty są takie, że o zwycięstwo w imprezie powalczą Venus Williams, Sloane Stephens, Coco Vandeweghe i Madison Keys. W turnieju mężczyzn nie dojdzie do zapowiadanego szlagierowego półfinału Federera z Nadalem, bo Szwajcar w ćwierćfinale musiał uznać wyższość Juana Martina Del Potro.

Kevin Anderson 1.38, Pablo Carreno Busta 3.05 – piątek 16:00
Tegoroczny US Open obfituje w zaskakujące rozstrzygnięcia. Wielu istotnych graczy wycofało się już przed turniejem, ale mimo wszystko obsada pierwszego półfinału jest sensacyjna. Dla Kevina Andersona i Pablo Carreno Busty jest to pierwszy w karierze półfinał Wielkiego Szlema, a trzeba tu dodać, że żaden z nich nie jest młodzieniaszkiem, dopiero wkraczającym w świat wielkiego tenisa. Anderson był w 2015 w ćwierćfinale US Open, a Carreno Busta w tym sezonie doszedł do ćwierćfinału Rolanda Garrosa. Teraz jeden z nich zagra w finałowym meczu i choć na pewno nie będzie tam faworytem, to i tak dostąpi wielkiego zaszczytu i sławy. Carreno Busta nie zachwyca na korcie efektownymi zagraniami, ale jest bardzo regularny i skuteczny do tego stopnia, że nie przegrał jeszcze w drodze do półfinału ani jednego seta. Inna sprawa, że jego drabinka nie była zbyt trudna, a poważniejsi rywale „wysypali się” sami. Z kolei reprezentant RPA w meczu o półfinał mierzył się z 17. w rankingu ATP Samem Querreyem. Amerykanin był faworytem, ale wyższy o 5 centymetrów, czyli mierzący 203 cm Anderson okazał się lepszy. Teraz jest faworytem w potyczce z Carreno Bustą, ale niespodzianki w US Open są póki co na porządku dziennym.

Rafael Nadal 1.36, Juan Martin Del Potro 3.15 – sobota 2:00
Jedną z takich niespodzianek bez wątpienia było odpadnięcie w ćwierćfinale Rogera Federera, głównego faworyta turnieju, zwycięzcy tegorocznego Australian Open i Wimbledonu. Biorąc pod uwagę fakt, że we French Open Federer nie startował, do wczoraj cieszył się statusem niepokonanego w Wielkim Szlemie 2017 zawodnika. Od początku w US Open miał jednak problemy – dwa pierwsze mecze wygrywał po zaciętych pięciosetówkach. Potem osiągnął optymalną formę, taką jaką Rafael Nadal czarował od początku. Wydawało się, że wszystko niechybnie zmierza do meczu dwój wielkich gigantów w półfinale. Nadal zrobił swoje w meczu z młodym Rosjaninem Andriejem Rublowem. Tymczasem Federer przegrał niesamowitym Juanem Martinem Del Potro. Argentyńczyk już w 1/8 finału uciekł katu spod topora, wygrywając w pięciu setach, po drodze przegrywając 0:2 w setach i broniąc dwa meczbole w czwartej partii. W ten sposób Del Potro poradził sobie z Dominikiem Thiemem. Z Federerem wygrał po równie zaciętym boju, ale w czterech setach. Starcie Nadala z Del Potro zapowiada się wybornie.

Venus Williams 1.60, Sloane Stephens 2.35 – piątek 1:05
O ile w turnieju panów faworyt jest oczywisty – to Rafa Nadal – o tyle wśród pań stawka jest znacznie bardziej wyrównana, a przedturniejowe faworytki są już za burtą. Odpadła Angelique Kerber, Karolina Pliskova, Garbine Muguruza czy Maria Szarapowa, która do pewnego momentu robiła na US Open furorę, nie tylko swoją urodą. Wszystkie zawodniczki światowej elity musiały jednak uznać wyższość niegościnnych tym razem gospodyń – Amerykanek. W pierwszym półfinale siostra wielkiej nieobecnej, Sereny Williams, Venus, zagra ze Sloane Stephens. 24-letnia zawodniczka z Florydy po raz drugi dochodzi do półfinału Wielkiego Szlema – wcześniej w 2013 roku dostąpiła tego zaszczytu w Australii. Niesamowite jest to, że Stephens w lipcu, gdy wróciła po kontuzji, notowana była na… 957. miejscu w rankingu WTA. Teraz jest w czwórce najlepszych na Flushing Meadows. Venus Williams nikomu jednak przedstawiać nie trzeba. W Wimbledonie przegrała dopiero w finale, gdzie lepsza okazała się Muguruza. Teraz może powrócić na szczyt w Nowym Jorku gdzie wygrywała… 16 i 17 lat temu!

Coco Vandeweghe 2.15, Madison Keys 1.71 – piątek 2:15
W drugim półfinale faworytkę wskazać jeszcze trudniej. 25-letnia Coco zalicza swój sezon życia – w Australii była w półfinale, w Wimbledonie w ćwierćfinale, a teraz znów dochodzi do czołowej czwórki Wielkiego Szlema. W ćwierćfinale turniejowa pogromczyni Agnieszki Radwańskiej wzięła na tapet Czeszkę Karolinę Pliskovą i w dwóch setach odprawiła ją do domu. Teraz staje przed szansą na życiowy sukces. W takiej samej sytuacji jest jej rywalka i rodaczka. Cztery lata młodsza Madison Keys nie miała jeszcze okazji zagrać w finale jednego z czterech największych turniejów. Jak do tej pory jej prywatnym „Everestem” był półfinał Australian Open w 2015 roku. W ćwierćfinałowej batalii Keys pokonała 6:3, 6:3 Estonkę Kaię Kanepi, której obecność na tym etapie turnieju była oczywiście sporego kalibru niespodzianką. Tegoroczny US Open to zresztą dla wielu zawodników i zawodniczek uosobienie zwrotu „American dream”. Dla kogo będzie w największym stopniu? Przekonamy się już niedługo, bo do rozstrzygnięć w turniejach singlowych pozostało sześć spotkań.