Truskawki na wimbledońskim korcie


Tomasz Hajto wprowadził na stałe do sportowego słownika zwrot „truskawka na torcie”. W odniesieniu do Wimbledonu truskawki mają jednak zgoła odmienne znaczenie, bo są przecież nieodzownym elementem krajobrazu trybun na londyńskim Wielkim Szlemie, tak jak choćby inne szampan, słomkowe kapelusze czy obowiązkowe białe stroje zawodników. Tradycji jest mnóstwo. W sobotę i niedzielę na korcie centralnym czekają już nas praktycznie wyłącznie przepyszne truskawki – finały singlowe, a także szczególnie interesujący nas finał męskiego debla z udziałem Łukasza Kubota.

G. Muguruza 1.81, V. Williams 2.00 – sobota 15:00
W sobotnim finale pań o tytuł zagrają Garbine Muguruza i Venus Williams. Porównywanie osiągnięć tych dwóch zawodniczek nie ma sensu, bo Hiszpanka wypada na tle Amerykanki bardzo blado. W karierze wygrała do tej pory tylko jednego Wielkiego Szlema – French Open 2016. Rok wcześniej dotarła do finału Wimbledonu. Muguruza ma jednak dopiero 23 lata, a jej sobotnia rywalka jest 13 lat starsza i zdążyła wygrać 7 turniejów najwyższej rangi, w tym 5 na kortach Wimbledonu. Zegara biologicznego nie da się jednak oszukać i 37-letnia Williams może mieć problem z wytrzymaniem trudów siódmego już meczu w turnieju.

Obie panie spotykają się ze sobą po raz pierwszy na trawie, ale piąty ogółem. Pierwsze trzy mecze wygrywała Williams, ale ostatni pojedynek padł łupem Muguruzy, która w tym roku w Rzymie wygrała z Venus w trzech setach. Wydaje się, że dla Hiszpanki kluczową sprawę będzie wygranie pierwszego seta – jest niepokonana w 13 ostatnich meczach Wimbledonu, w których wygrywała pierwszą partię. Szanse obu pań są dość wyrównane i całkiem prawdopodobny jest trzysetowy bój – kurs 2.08.

Ł. Kubot/M.Melo 1.38, O. Marach/M. Pavić 3.05 – sobota 16:05
Nasz niezwykle doświadczony tenisista staje przed szansą na drugi wielkoszlemowy tytuł w deblu. W 2014 wygrał Australian Open w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem. Poza tym w każdym z czterech Wielkich Szlemów w deblu Kubot zaliczał co najmniej ćwierćfinał. Notabene na wimbledońskiej trawie potrafił dojść do czołowej ósemki także w singlu – w 2013 roku w pamiętnym meczu o półfinał przegrał „bratobójczą” walkę z Jerzym Janowiczem. Teraz Londyn może być jeszcze szczęśliwszy dla 35-latka z Lubina. Wraz z Marcelo Melo przeszli już daleką drogę, ale przed nimi jeszcze jeden, najważniejszy krok – finałowy mecz z austriacko-chorwacką parą Oliver Marach – Mate Pavić. Smaczku rywalizacji dodaje fakt, że Marach był swego czasu deblowym partnerem Kubota.

Zarówno Marach jak i Pavić debiutują w wielkoszlemowym finale. Kubot i Melo są w tej kwestii bardziej doświadczeni. Kubot triumfował we wspomnianym Australian Open, a Melo rok później wygrywał Rolanda Garrosa. Mało tego, w 2013 roku zawodnik z kraju kawy był w finale Wimbledonu, ale wtedy musiał uznać wyższość ówczesnych dominatorów w deblu – braci Bryan. Większe doświadczenie i ogranie na tym poziomie powoduje jednak, że faworytami finałowego starcia są Kubot i Melo.

M. Cilić 5.00, R. Federer 1.19 – niedziela 15:00
Najgroźniejsi rywale Rogera Federera wykruszali się jak zamki z piasku. Najpierw w 1/8 finału sensacyjnie odpadł Rafael Nadal, a następnie w ćwierćfinałach batalię z rywalami i swoim zdrowiem przegrali Andy Murray i Novak Djoković. Z „wielkiej czwórki” na pokładzie pozostał tylko 18-krotny triumfator Wielkich Szlemów i siedmiokrotny zwycięzca Wimbledonu. Maestro z Bazylei, jak zwykło mówić się o Federerze, przemyka przez kolejne etapy rywalizacji w Londynie jak burza. Dość powiedzieć, że jak do tej pory nie stracił nawet seta. W półfinale trudne warunki postawił mu Tomas Berdych, ale Czech najpierw przegrał dwa tie-breaki, a w ostatnim secie dał się przełamać w newralgicznym momencie. Federer był nie do zdarcia, tak zresztą jak w ćwierćfinale z Raoniciem, który dla niego indywidualnie stanowił rewanż za ubiegłoroczną porażkę w półfinale.

Federer zagra z Ciliciem po raz ósmy. Wygrywał sześć razy, a przegrał tylko raz – w półfinale US Open w 2014 roku. Chorwat wygrał tamten turniej, co było sporą niespodzianką. W Wimbledonie w latach 2014-2016 zawsze kończył rywalizację na ćwierćfinałach, przed rokiem notabene uznając wyższość Federera. Tamten mecz miał niezwykły przebieg, bowiem Szwajcar odrobił stratę 0:2 w setach i finalnie wygrał 3:2. To był ich jedyny mecz na trawie, a niedzielny finał będzie pierwszym ich spotkaniem o trofeum – wcześniej spotykali się wyłącznie we wcześniejszych etapach turniejów.

Cilić w półfinale stoczył zacięty, pasjonujący, pięciosetowy bój z Samem Querrey’em, jedną z większych niespodzianek tegorocznego Wimbledonu. W ćwierćfinale Chorwat także potrzebował pięciu setów by rozprawić się z pogromcą Nadala – Gillesem Mullerem. W każdej z poprzednich rund Cilic wygrywał do zera.

A’propos zwycięstw „na czysto”. Federer może powtórzyć wyczyn Nadala z tegorocznego French Open, a także swój z Australian Open 2007. Na Wimbledonie tylko Björn Borg zdołał wygrać turniej bez straty seta, ale było to w roku 1976, czyli bardzo dawno temu. Szwajcar podporządkował sezon temu turniejowi, jest w wyśmienitej formie, gra jak za najlepszych lat i naprawdę mało kto dopatruje się w niedzielnym finale niespodzianki. Triumf Helwety w stosunku 3:0 wyceniamy na 2.20.